Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Recenzje. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Recenzje. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 24 listopada 2013

Nawilżający krem z mocznikiem PILARIX

Z tego co wiem Lefrosch, to polska marka. A przynajmniej produkują w Polsce, pod Poznaniem :)
W każdym razie jakiś czas temu usłyszałam o nim na YouTube, a na początku października krem był na promocji w Superpharm. Kupiłam. I tak potrzebowałam mocno nawilżającego kremu, a robić nic własnego mi się nie chciało.



Pilarix to krem apteczny, o niesamowicie dużej zawartości mocznika.

Opakowanie

Krem zamknięty jest w wygodnej białej tubie, zamykanej na zakrętkę. O ile nie przepadam za takimi zamknięciami, tu mi ono nie przeszkadza. Opakowanie nie śliza się w rękach nawet po nałożeniu dużej ilości produktu. Proste bez żadnych bajerów i nie utrudnia stosowania produktu. Tak lubię.
100ml

Skład i opis producenta

I w tym momencie pewnie wiele z Was przestanie czytać posta dalej, ale naprawdę warto dobrnąć do końca. W składnie znajdziemy paraben. Jakiś konserwant przecież musi być, a parabeny są tanie, nie trzeba ich dużo dodawać. Ja producentowi wybaczam, tym bardziej, że na drugim miejscu w składzie znajdziemy mocznik. 20% mocznika, tyle nie znajdziecie nigdzie indziej. Do tego kwas salicylowy, alantoina, pantenol, masło shea i substancje zapachowe, które naturalnie występują w olejkach eterycznych i sól Epsom, o której kiedyś słyszałam. Ponoć zmiękcza naskórek i łagodzi bóle mięśni i stawów.



Aqua (rozpuszczalnik), Urea (mocznik/substancja nawilżająca), Ethylhexyl Stearate (emolient tłusty/plastyfikator poprawiający właściwości aplikacyjne), Glyceryl Stearate (emulgator W/O), Glycerin (gliceryna/ substancja nawilżająca), Cetyl alkohol (zagęstnik), Stearyl Alkohol (Zagęstnik), Dicapryl Carbonate (emolient zapobiegający nadmiernemu odparowaniu wody z powierzchni skóry), Ceteareth 20 (emulgator O/W), Butyrospermum Parkii (masło shea), Salicylic Acid (kwas salicylowy), Ethylparaben (konserwant), Parfum, Allantoin (alantoina/łagodzi porażnienia, przyspiesza procesy regeneracji), Panthenol (prekursor witaminy B5/ humektant), Magnesium Sulfate x7 Hydrate (siedmiowodny siarczan magnezu/sól Epsom), Limonene (aromat), Hexyl Cinnamal (aromat), Amyl Cinnamal (aromat), Geraniol (aromat), Buthylphenyl (konserwant), Methylpropional (konserwant), Citral (aromat), Linalool (aromat), Eugeniol (aromat).


Konsystencja i zapach

Krem jest gęsty i to bardzo. Mimo wszystko, nie ma problemu by wyciągnąć go z opakowania i rozsmarować na ciele. Podoba mi się ta konsystencja, krem nie ucieka z opakowania kiedy sobie tego nie życzymy. Nie przelewa się przez palce, przez co naprawdę łatwo i przyjemnie go aplikować.
Jak dużo go użyję na raz, to później mam takie dziwne uczucie na rękach. Produkt pozostawia jakąś taką dziwną warstwę, która nie jest ani tłusta, ani lepka, ani śliska, po prostu jest, coś. No, muszę umyć ręce.

Zapach nie jest nachalny. Określiłabym go jako apteczny z lekką nutą pomadek z Flosleku :) Dla mnie ten zapach jest neutralny, nie utrzymuje się na skórze.




Działanie

Przejdźmy do sedna. Peanów pisać nie będę, ale ten krem jest rewelacyjny. Jednak czytając opinie o nim, nie u każdego spełnił wszystkie oczekiwania.

Wrastające włoski. U mnie to nie jest jakiś ogromny problem, niemniej jednak w tym roku trochę więcej włosków na łydkach mi wrastało niż kiedykolwiek wcześniej. Nie stosowałam kremu regularnie, a problemu pozbyłam się bardzo szybko. Jak dla mnie ten krem działa. Odhaczam

Sucha skóra na kolanach i łokciach. O szybko koi suchą skórę, szybko. Po dwóch użyciach skóra staje się niesamowicie miękka i gładka. Efekt nie jest długotrwały i trzeba pamiętać o regularności.

Spierzchnięte dłonie. Tak, miałam okazję już się o tym przekonać. Przyjemnie i szybko regeneruje skórę, która staje się miękka i elastyczna, a przede wszystkim nawilżona. Trochę więcej czasu potrzebowały moje skórki w okół paznokci. Ale i one przestały się buntować. Paznokcie nawet jakieś takie mocniejsze i bardziej elastyczne się stały. A propos paznokci, tu minus. Używając Pilarixa jako kremu do rąk, nie da się pomalować paznokci. Każdy lakier złaził mi płatami po kilku godzinach (tak, odtłuszczałam powierzchnię). Nie wiem z czego to wynika.

Suche skórki na twarzy. Pilarix i nie ma suchych skórek. Po dłuższym czasie używania tego kremu, skóra staje się tak nawilżona i (wydaje mi się) cieńsza, że suche skórki nie mają prawa się pojawić.

Gojenie drobnych ran. Nie zauważyłam przyspieszenia gojenia samych zadrapań, jednak suche skórki po zagojeniu się schodzą dużo szybciej.

Jako krem do stóp. Szału nie robi. Liczyłam, że skóra stanie się bardziej miękka, cienka, elastyczna i super hiper nawilżona. Nie no, dobrze nawilża stopy, ale powiedzmy, pumeksu nie odstawisz.


Wydajność

Muszę przyznać, że krem jest wydajny. Przez półtora miesiąca nie zużyłam całego opakowania, choć denko już bliskie, a nie mogę powiedzieć bym go oszczędzała. Smarowałam nim co się da. Twarz (nie zapchał mnie), ręce rano i wieczorem, stopy, nogi, dekolt, łokcie, wszystko.


Cena i dostępność

za 100 ml kremu zapłacimy od 15 do 21zł. Można go dostać w aptekach i Superpharm, gdzie czasem są promocje i dwa opakowania można kupić za ok 20zł.


Na plus zaliczę:
+  nienachalny zapach
+  wydajność
+  cudownie nawilża
+  zapobiega wrastaniu włosków
+  zmiękcza naskórek i sprawia, że staje się bardziej elastyczny
+  szybko się wchłania
+  wygodne i proste opakowanie

A minusy:
-  ta dziwna warstwa na rękach, pozostająca po posmarowaniu większych powierzchni ciała
-  koniec z pomalowanymi paznokciami

post signature

niedziela, 1 września 2013

Mydełko lawendowe Alterra

Muszę przyznać, że nie jestem miłośniczką mydeł. Zawsze wybierałam inne myjadła, a do mydeł podchodziłam jak pies do jeża. Jednak po przeczytaniu kilku artykułów, musiałam zweryfikować swoje poglądy na temat mydeł.



Powoli się do nich przekonuję.
Swoją przygodę z mydłami postanowiłam zacząć do czegoś nie drogiego i łatwo dostępnego. Wiele osób miało okazję wypróbować to mydło więc post nie będzie jakoś szczególnie odkrywczy. Nie będę ukrywać, że wybrałam akurat to mydło, ze względu na lawendę na opakowaniu. Chociaż w przypadku mydeł nie ma większego znaczenia jak jest zapakowane, przynajmniej jak dla mnie.



Skład

To co cieszy moje oczy, to brak w składzie Sodium Tallowate czyli soli kwasów tłuszczowych pochodzenia zwierzęcego. Mamy za to sole sodowe kwasów pochodzących z olei palmowego i kokosowego, do tego gliceryna (która jest produktem ubocznym zmydlania tłuszczy), szczypta oleju migdałowego i olejku lawendowego.


Opis producenta

Czyli Ochy i Achy jakie to mydełko jest wspaniałe i naturalne :)


Wygląd i zapach
Fioletowe mydełko, pachnące lawendą dodaną do szarego mydła. Jeszcze nie znalazłam produktu tej marki, która pachniałaby naprawdę naturalnie.
Jak największy plus za to, że mydełko nie mięknie pod wpływem wilgoci, jak wiele mydeł opartych na tłuszczach zwierzęcych czy mydeł glicerynowych, które z czasem robią się takie... rozmemłane.


Moje zastosowanie
No dobrze, kupiłam mydło w kwietniu i nie, nie zastąpiłam nim żelu pod prysznic. Raz na jakiś czas jedynie zamieniałam żel na mydło. A Alterry używałam głównie do prania. Mydło jest moim ulubionym odplamiaczem, radzącym sobie z większością plam, nawet starych. To mydło muszę przyznać spisuje się rewelacyjnie w tej roli.
Dopiero w lipcu zaczęłam używać mydła do mycia ciała.


Działanie
Bardzo dobry odplamiacz.
Muszę przyznać, że jest duża różnica między mydłami z tłuszczy zwierzęcych a roślinnych. Po pierwsze lepiej myje, po drugie nie pozostawia na skórze osadu mydlanego. Po trzecie nie wysusza skóry, a przynajmniej nie w takim stopniu jak inne detergenty.


Dostępność
W każdym Rossmannie, cena 2 zł.


Plusy
+  dostępność i cena
+  składniki pochodzenia roślinnego
+  doskonały odplamiacz
+  nie pozostawia na skórze osadu mydlanego
+  nie wysusza skóry
+  nie mięknie pod wpływem wilgoci

Minusy
-  zapach mógłby być bardziej lawendowy, ale to już szczegół.



Pozdrawiam,
post signature

piątek, 2 sierpnia 2013

Płatki kolagenowe pod oczy BEAUTY FACE

Witajcie, 
Ostatnio listonosz mile mnie zaskoczył, przynosząc list, którego w ogóle się nie spodziewałam :) W liście były płatki kolagenowe pod oczy, które dostałam od sklepu BeautyFace do przetestowania.
Całkowicie zapomniałam o akcji "Stop suchej skórze" i w ogóle nie spodziewałam się, że dostanę coś do przetestowania (na początku nie podawali zbyt wielu szczegółów). Fajnie :)




Pewnie gdzieś mi jakąś informację wysłali, ale po pierwszej fali spamu jaką dostałam od sklepu, tak pozmieniałam ustawienia, że teraz ani na konto w sklepie nie mogę się zalogować, ani żadnych maili nie otrzymuję. Dobrze, że zawsze można liczyć na inne blogerki :D

Muszę przyznać, że nie spodziewałam się zbyt wiele po tych płatkach. Nie wierzę w efekt cud, czy jak obiecuje producent "efekty jak po zabiegu w salonie kosmetycznym".

Płatki kolagenowe możecie znaleźć TU. Cena za 7 par, ergo 7 zabiegów, to (WOW!) 84 złote, można też kupić dwa płatki za 12 zł lub w promocji za 6. Na stronie niema zbyt wielu szczegółów, jeśli ktoś chce się dowiedzieć czegoś więcej, musi pytać.

Opakowanie
Na opakowaniu jest nie wiele więcej szczegółów, ale za to jesteśmy bogatsi o INCI ;)
Może tego nie widać na zdjęciu powyżej, ale jeden płatek nie przetrwał podróży, a drugi też nie był w najlepszym stanie. Mam szczerą nadzieję, że pracownicy sklepu przykładają większą staranność do zabezpieczania produktów przed wysyłką do klientów, którzy płacą niemało za ich produkty.
Gdybym zapłaciła regularną cenę za ten produkt, nieźle bym się wkurzyła.

Opakowanie jest przejrzyste, łatwo wydobyć płatki z opakowania, które znajdują się dodatkowo w plastikowej foremce, mającej zabezpieczać, nomen omen delikatne płatki, przed deformacją, hmm...
Zdecydowanie brakuje na opakowaniu "instrukcji obsługi". Nie żebym kiedykolwiek takowe czytała, ale nawet jeśli nikt na to nie zwróci uwagi, dobrze jeśli jest gdzieś napisane czy trzeba jakoś twarz do zabiegu przygotować? jak długo to na twarzy trzymać? etc, etc.

Opis producenta

NAWILŻAJĄCO UJĘDRNIAJĄCE PŁATKI POD OCZY Z ALGAMI MORSKIMI
"BeautyFace płatki kolagenowe pod oczy to profesjonalny zabieg kosmetyczny stworzony na bazie naturalnego kolagenu morskiego. Dzięki innowacyjnej technologii nano cząsteczek i strukturze hydrożelowego płatka, zanurzonego w pełnym aktywnych składników serum, zabieg zapewnia intensywne wchłanianie w głębokie warstwy skóry i efekty znacznie silniejsze niż tradycyjnych maseczek. Skutecznie naprawia cienką i delikatną skórę wokół oczu, zapewniając optymalne nawilżenie jednocześnie chroniąc przed starzeniem. Używanie płatków pod oczy BeautyFace gwarantuje kompleksową pielęgnacje, odmłodzenie i zapewnia efekt taki jak zabiegi w najlepszych salonach kosmetycznych."

Skład
Aqua, Glycerin (substancja nawilżająca), Collagen (naturalny kolagen morski*), Dead Sea Black Mud (Magnesium Oxide, Sodium Chloride, Calcium Carbonate, Potassium, Magnesium Carbonate, Kaolin, Bentonite) (Skondensowany ekstrakt z alg morskich bogaty w mikroelementy*) Hyaluronic Acid (substancja nawilżająca), L-ascorbic Acid (witamina C), Tocophenyl acetate (witamina E), Vitis Vinifera Seed Ectract (olej z pestek winogron), Allantoin (łagodzi podrażnienia), Rosa Canina Fruit Oil (olejek różany), Elastin (elastyna), Glyceryl Acrylate, Butylene Glycol, PVM/MA, PEG 100 Stearate (emulgator O/W), Propylene Glycol (zapobiega wysychaniu produktu), Diazolidinyl Urea (konserwant), Iodopropynyl Butycarbamate (konserwant).
* tak twierdzi producent

Skład wydaje się być długi, ale większość to składniki aktywne i nawilżające, reszta to substancje żelujące i na samym końcu konserwanty. Płatki nie mają żadnych substancji zapachowych. Od początku są substancje aktywne i nawilżające. Dopiero pod koniec znajdziemy kilka substancji bardziej syntetycznych, pozwalających na uzyskanie żelek :) i konserwanty.

Wygląd i aplikacja płatków
Cienkie i naprawdę delikatne płatki, zaraz po otwarciu opakowania są bardzo wilgotne. Nie wiem jak u innych, ale mi dużo tego "serum" zostało w opakowaniu. 
Jeśli tylko płatki dotrą do was w jednym kawałku, aplikacja jest bajecznie prosta. Największą moją obawą było, że płatki nie będą "siedzieć" na twarzy. Ku mojemu zaskoczeniu idealnie przylegały do twarzy, jak położyłam tak zostały, nic się nie zsuwały, ani nie odklejały. To duży plus, bo po ich nałożeniu nie musimy leżeć i pachnieć, a możemy robić cokolwiek chcemy. W niczym nam nie przeszkadzają. W trakcie trwania zabiegu możemy spokojnie przekładać płatki z miejsca na miejsce, bez obaw, że następnym razem się do skóry nie przykleją.


Moje odczucia
Ponieważ płatkom brakuje sposobu użycia, zrobiłam tak jak mi się wydawało najsensowniej. Umyłam twarz i nałożyłam płatki hydrożelowe pod oczy, tu chyba (a nawet na pewno) nie ma znaczenia, którą stroną nałożymy płatki. Później tak sobie z nimi chodziłam, robiłam co chciałam, aż całkowicie serum się wchłonęło w moją skórę (ok 1,5 godziny).

Może napomknę, że jestem strasznym zmarzluchem. Płatki dają uczucie chłodzenia, które na początku jest OK, ale z czasem było coraz silniejsze. Efekt chłodzenia utrzymuje się jeszcze dłuuugo po zdjęciu żelków. 
Po zabiegu skóra jest faktycznie mocno nawilżona. Co do ujędrnienia, nie mogę się wypowiadać, bo nie narzekam na brak jędrności (jeszcze).
A tak wyglądają płatki po zabiegu
Zaraz po zdjęciu płatków, skóra jest trochę lepka (prawdopodobnie przez obecność gliceryny), ale dość szybko to uczucie znika.
Nie powiem  żebym dobrze spała w nocy po użyciu płatków (oczywiście to nie przez płatki źle spałam), ale na drugi dzień wyglądałam na naprawdę wypoczętą (szkoda że nie pokrywało się to z moim samopoczuciem).

Podsumowanie
Pomysł na akcje- Super. Sama dobrze wiem jak ważne jest dobre nawilżenie skóry pod oczami i jak trudno jest to osiągnąć, szczególnie jeśli zwykłe kremy podrażniają nam oczy. Warto pamiętać, że dobrze nawilżona skóra to jędrna skóra, na której później zaczną być widoczne pierwsze oznaki starzenia.
Sam produkt na pewno wart uwagi. Płatki swoje zadanie spełniają, skóra pod oczami jest ekstremalnie nawilżona. Efekt chłodzenia będzie jak znalazł po nie przespanej nocy. Jednak na dzień dzisiejszy ta cena jest dla mnie nie do przejścia. Uczucie nawilżenia pozostaje na długo (za co +) i nawet po nieprzespanej nocy wyglądamy na wypoczęte.

Czy to jest coś bez czego nie będziemy mogły żyć? Nie, to jest fajny gadżet. Ale jeśli ktoś ma duże problemy z suchą skórą, polecam.

Plusy produktu:
+ wygoda w użyciu
+ bardzo dobrze nawilżają skórę pod oczami
+ skład pełen dobrych substancji, wysoko znajdujących się w INCI
+ brak substancji zapachowych (co w produktach pod oczy niby jest oczywiste, ale...)

Minusy:
- dla mnie na pewno cena
- efekt chłodzenia (który dla większości pewnie będzie plusem)
- brak "sposobu użycia" na opakowaniu


Pozdrawiam,
post signature

czwartek, 20 czerwca 2013

Minirecenzja maski Bioetika

Witajcie,
od jakiegoś czasu jestem szczęśliwą posiadaczką tej maski i wykorzystuję ją jak mogę. Używam jej regularnie od jakiegoś czasu, więc chyba najwyższy czas powiedzieć co o niej myślę.




Opakowanie
Wygodny,  plastikowy słoiczek z przekładką/ zaślepką zabezpieczającą przed wydostaniem się maski tam gdzie nie trzeba. Opakowanie duże 500ml, bez zbędnych bajerów. 
Niby nie jest to najważniejsze, ale kto nie lubi jak kosmetyki ładnie wyglądają na półce?

Skład
Aqua, Propylene Glycol (humekant), Mirystyl Alcohol (emolient), Cetrimonium Chloride (ułatwia rozczesywanie), Aloe Barbadenis (aloes), Coconut Oil (olej kokosowy), Citric Acid (regulator pH), Parfum, Benzyl Alcohol (konserwant), Methylchloroisothiazolinone  (konserwant), Methylisothiazolinone  (konserwant)

Skład jest niezwykle prosty, dwa składniki aktywne, które obiecuje producent, trochę rozpuszczalników, emolientów i konserwantów. Nie ma nic niepotrzebnego.

Obietnice producenta

Konsystencja i zapach
Zacznę od zapachu bo jest obłędny. Każda miłośniczka kokosa pokocha ten produkt. Szkoda, że nie utrzymuje się na włosach zbyt długo.
Konsystencja jest gęsta, ale nie jest tępa, dzięki temu produkt jest wydajny, nie potrzeba dużej ilości by dokładnie pokryć włosy.

Działanie
Maska spełnia swoje zadanie i dobrze nawilża włosy. Szybko ukoiła moje przesuszone po Alterze końcówki. Włosy się cudnie błyszczą, a po farbowaniu henną z tą maską to już w ogóle :) Nie zwiększa objętości włosów. 

Cena i dostępność
Jest to maska z średniej półki cenowej. Za 500 ml zapłaciłam ok 20 zł. Z dostępnością jest kiepsko, widziałam ją tylko w Makro. Może będzie też na Allegro? nie wiecie?

Zalety maski:
+ zapach
+ wydajność
+ dobrze nawilża włosy
+ pięknie się błyszczą

Wady:
- dostępność

To jest dobry produkt i cieszę się, że mogłam ją wypróbować. Po kilku odżywkowo-maskowych bublach w końcu trafiłam na coś co na moich włosach działa.


post signature

czwartek, 16 maja 2013

Granatowa odżywka z Alterry

Witajcie :)
Trochę mnie na blogu nie było, ani nic ciekawego nie pisałam, ani waszych wpisów nie czytałam. Dopiero ostatnio zaczęłam powoli wracać do życia blogowego. Jednak musicie mi wybaczyć, miałam ostatnio masę spraw na głowie. Musiałam skończyć pisać pracę magisterską, do tego badania, które bez przerwy się przeciągają… końca nie widać. Jakby tego było mało, jestem w ciągłych rozjazdach. Zachciało mi się stażu w innym mieście i to odległym mieście, to teraz muszę się tak tułać :(
Ale żebyście o mnie nie zapomniały przychodzę do Was dzisiaj z mini recenzją, mini produktu

Odżywka do włosów Alterra z granatem i aloesem





Odżywka, którą kupiłam z myślą o stażu właśnie, ponieważ nie lubię wozić ze sobą tony kosmetyków i zawsze biorę ze sobą tylko to co potrzebne i to w mini wersjach, tak jest po prostu wygodniej i zyskuje się dużo miejsca na dodatkową parę butów.
Pomimo, że czytałam dużo dobrego o tej odżywce, nie oczekiwałam po niej cudów. I faktycznie cudów nie było, ale po kolei.

Opakowanie
Przyjemne, małe 50ml. Pojemność tego opakowania była głównym czynnikiem przy zakupie tej odżywki. Bez problemu wytrzymuje trudy podróży i jest wygodne. Jedyne do czego można się przyczepić, że nie widać ile odzywki zostało w opakowaniu.

Zapach i konsystencja
Zapach słodki, może ktoś się doszuka w nim granatów, ja ich nie czuję. Na moich włosach się nie utrzymuje prawie wcale. Konsystencja dość gęsta, przyzwyczaiłam się do bardziej lejnych odżywek, ale całkiem dobrze się nakłada na włosy. Dobrze się ją rozprowadza, bez konieczności zużywania połowy opakowania na raz.

Skład
Aqua, Alcohol*, Stearamidopropyl Dimethylamine (surfaktant), Glycerin (nawilża), Cetearyl Alcohol (odpowiada za konsystencję), Myristyl Alcohol (emolient), Glycine Soja Oil*(olej sojowy), Punica Granatum Seed Oil*(olej z pestek granatu), Ricinus Communis Oil* (olej rycynowy), Punica Granatum Extract* (ekstrakt z granatu), Aloe Barbardensis Extract*(ekstrakt z aloesu), Acacia Farnesiana Extract* (ekstrakt z akacji), Lauroyl Sarcosine (surfaktant), Sodium Lactate (nawilża i zmiękcza włosy), Hydroxyethylcellulose (zagęstnik), Carthamus Tinctoris Oil* (olej z krokosza bawarskiego), Tocopherol (coś od witaminy E) , Helianthus Annuus Seed Oil (olej słonecznikowy),  Ascorbyl Palmitate (coś od witaminy C), Parfum**, Linalool**, Limonene**, Geraniol**, Citronellol**, Citral**,
 * Składniki z certyfikatem rolnictwa ekologicznego
 ** Naturalne olejki eteryczne (żywcem wzięte z WIZAŻu)
Fajnie bo nie ma silikonów, fajnie bo jest dużo naturalnych ekstraktów i olejków, fajnie po aromat pochodzi z naturalnych składników . Jednak wysoko znajdujący się w składzie alkohol może wysuszać. Zamiast silikonów zastosowano Stearamidopropyl Dimethylamine, który wygładza włosy. Są też witaminy, E i C, chociaż tutaj zastosowane jako przeciwutleniacze. Cała masa olejków na dłuższą metę, może odżywiać nasze włosy. Najważniejsze, że wszystkie składniki aktywne są przed perfumami :D

Działanie
Czyli to co najważniejsze. Nie spodziewałam się efektu WOW i takiego też nie było. Ale muszę przyznać, że jak na odżywkę bez silikonów jest bardzo wydajna i może nie wygładza moich włosów jakoś znacząco, ale łatwo się po niej włosy rozczesują. Początkowo nie zauważyłam, też jakiegoś mega nawilżenia i odżywienia jednak po wzbogaceniu olejkiem z wiesiołka, całkiem przyjemnie dociąża końcówki.  Mam wrażenie, że trochę szybciej się włosy przetłuszczają, jednak nie dam sobie ręki uciąć, że to przez odżywkę.

Dostępność/ Cena
Odżywka jest dostępna w każdym Rossmannie. Cena ok 3zł za 50ml nie pozwala na zaliczenie jej do najtańszych. Szkoda, że nie ma jej w wersji większej (tak jak wiem, że jest maska z Alterry).

Na koniec  jeszcze małe podsumowanie
Plusy:
  • wydajność
  • gęsta konsystencja
  • ułatwia rozczesywanie
  • przyjemny skład

Minusy:
  • jak wszystkie miniatury jest trochę droga
  • zapach nie utrzymuje się na włosach
  • działanie widać dopiero po pewnym czasie lub wzbogaceniu (co jest dziwne, bo sama z siebie zawiera dużo składników odżywczych)
Używałyście kiedyś tej odżywki?


Pozdrawiam,

post signature

wtorek, 16 kwietnia 2013

Recenzja masła ujędrniającego Perfecta SPA

Pisałam Wam już kiedyś, że raczej nie przepadam za wszelkiego typu balsamami co ciała. Mimo wszystko kupuję, skuszona obietnicą pięknej, nawilżonej i cudownie pachnącej skóry. Nie inaczej było tym razem. Na półce w Rossmannie dostrzegłam masło… ujędrniające…kokosowe, a to było za czasów kiedy jeszcze nie czytałam składów i niewiele wiedziałam o kosmetykach naturalnych, choć oliwę z oliwek stosowałam namiętnie po kąpieli. Czasem jednak potrzebowałam czegoś więcej, wtedy zazwyczaj sięgałam po balsam.





Opis producenta i skład:





Opakowanie:
Zacznijmy od pozytywów. Opakowanie jest wygodne, plastikowe, nie ma problemów z odkręceniem nakrętki nawet tłustymi rękami. Napisy są czytelne, a naklejki się nie odklejają. Łatwo wydobyć z niego każdą ilość masła, dzięki dużemu otworowi.

Konsystencja i wygląd masła:
I tu przechodzimy do minusów. Konsystencja, zapach i kolor przypominają bardziej mało udany budyń czekoladowy niż masło. Kokosa nie czuć i nie widać w ogóle. Kolor naprawdę nie zachęca do użycia, zapach z resztą też (syntetyczny i mdły). Smarowanie się tym czymś nie należy do przyjemności.



Działanie:
Bez szału. Po pierwszym użyciu skóra faktycznie wydaje się być gładsza i lepiej nawilżona. Jednak z czasem ten efekt zanika. Pozostawia na skórze brązowo-żółtą warstwę, która ciężko się wchłania i lubi brudzić ubrania. Nie ujędrnia, słabo nawilża.


Podsumowanie:
Jeden produkt, a ja się całkowicie zraziłam do Perfecty SPA i na pewno nie kupię nic więcej z tej serii. Zapach nie zachęca, a do tego brudzi i nie spełnia obietnic producenta. Trzeba przyznać, jest tanie i wydajne, chociaż z tą wydajnością to bardziej dlatego, że nie da się dużo masła nałożyć. Ja jestem na NIE!

Do plusów zaliczę:
- Dostępność
- Cenę
- Wydajność

Minusy:
- Zapach
- Kolor
- Nie wchłania się i brudzi ubrania
- Nie ujędrnia


Miałyście kiedyś coś z tej serii? byłyście zadowolone?

Pozdrawiam,
post signature

wtorek, 2 kwietnia 2013

O pomadkach FLOS LEK- LipCare

Na pewno słyszałyście o tej polskiej firmie. Jest tania, coraz łatwiej dostać produkty tej marki, a jakością nie ustępuje firmom zagranicznym. Pierwszy raz usłyszałam o FLOSLEKu, kiedy szukałam czegoś, co pomogłoby mi z cieniami pod oczami. Trafiłam wtedy na żel pod oczy z babką lancetową i świetlikiem, dla mnie rewelacja.
Jak to zazwyczaj bywa nie wszystkie produkty są trafione, ale akurat pomadki ochronne według mnie zasługują na uwagę.



Do wyboru jest wiele pomadek różniących się właściwie tylko dodatkami. Ja miałam dwie z nich, z masłem karite i witaminami A i E.


Opis producenta (strona FlosLeku):
Zielona z witaminami A i E:
„Redukuje skłonność do wysuszenia oraz pękania ust – szczególnie w kącikach. Witamina A i E oraz wysokiej jakości składniki tłuszczowe sprawiają, że wargi są właściwie nawilżone i chronione przed nadmiernym wysuszeniem. Pozostawia na ustach film ochronny, który niweluje wpływ działanie zmiennych warunków atmosferycznych.
Skóra ust jest gładka, natłuszczona. Usta wyglądają świeżo, naturalnie o ładnym kolorycie.”
Skład: Stearyl Heptanoate, Paraffinum Liquidum, Ozokerite,Copernicia Cerifera Cera , Petrolatum, Cetyl Alcohol, Cholesterol, Glyceryl Stearate, Synthetic Beeswax, Cera Alba, Aroma, Tocopheryl Acetate, Ethylparaben, Retinyl Palmitate, Benzyl Alcohol, Hydroxycitronellal, Linalool, Hexyl Cinnamal, Benzyl Salicylate, Limonene, Citronellol. (pozwolę sobie nie analizować składu)

Żółta z masłem karite:
Pozostawia na ustach film ochronny. Zawarte w pomadce: Masło karitè - otrzymane z pestek owocu drzewa KARITÈ odżywia, natłuszcza, nawilża, regeneruje skórę, łagodzi podrażnienia i stany zapalne. Jest naturalnym filtrem słonecznym. Witamina E skutecznie zabezpieczają przed szkodliwym działaniem promieni słonecznych. Witamina A oraz wysokiej jakości składniki tłuszczowe wzmacniają barierę lipidową naskórka, chronią go przed wysychaniem i pękaniem.
Usta wyglądają świeżo i naturalnie, o ładnym kolorycie. Wargi są nawilżone, gładkie nałuszczone.”
Skład: Stearyl Heptanoate, Paraffinum Liquidum, Ozokerite, Copernicia Cerifera Cera, Petrolatum, Cetyl Alcohol, Cholesterol, Glyceryl Stearate, Butyrospermum Parkii Butter, Synthetic Beeswax, Cera Alba, Aroma, Tocopheryl Acetate, Ethylparaben, Retinyl Palmitate, Benzyl Alcohol, Hydroxycitronellal, Linalool, Hexyl Cinnamal, Benzyl Salicylate, Limonene, Citronellol.

Jak można zauważyć pomadki nie różnią się prawie w ogóle składem, z wyjątkiem zawartości masła karite w żółtej.

Zalety:
Na początek to, co mnie najbardziej urzekło w pomadkach, czyli zapach. O piękny, cudowny zapach. Słodki, przyjemny, wakacyjny, człowiekowi aż cieplej się robi na sercu. Już nawet gdybym nie znalazła innych plusów, to dla samego zapachu chętnie wrócę do tych pomadek. Obie pomadki, jakie miałam, pachną identycznie, więc mogę zakładać, że pozostałe również (z wyjątkiem pomadki z masłem kakaowym, która na pewno jest bezzapachowa).
Do plusów mogę też zaliczyć dostępność (Rossmann i większość aptek) i cenę, ok 5-6 złotych za opakowanie. Jak to zwykle bywa z pomadkami ochronnymi, pomadki znajdują się dodatkowo w kartoniku z okienkiem i w przeciwieństwie do pomadek z Isany, trochę trudniej wyjąć je z opakowania, tak by nie naruszyć kartoniku (co jest jak najbardziej na +).

Działanie:
Obie pomadki, że tak napiszę, lekko się nosi. Pomimo dużej zawartości wosków, parafin i wazeliny, na ustach pozostaje cienka warstewka pomadki, dająca uczucie nawilżenia. Według mnie są to idealne pomadki na lato. Zapobiegają przesuszeniu ust, zmiękczają i odżywiają naskórek. Na ustach są niewidoczne i dobrze współgrają z szminkami Rimmela (tylko takie posiadam J). Nie spływają z ust, jednak do najtrwalszych nie należą. Na zimę są trochę za lekkie i nie zapewniają już tak dobrej ochrony jak w ciepłe dni. Przy pierwszym użyciu miałam wrażenie, że pomadki są trochę ‘tępe’, jednak z czasem się rozsmarowały i już przyjemnie nakładały się na usta.

Opakowanie:
I tu duży minus. Obie bardzo szybko popękały, napisy się pościerały. Jeden upadek i zielona… zresztą widzicie na zdjęciu:


Naprawdę delikatnie trzeba się z nimi obchodzić.

Podsumowanie:
Pomadki idealne na lato, niekoniecznie do torebki, zapach, który zniewala. Cena nie odstrasza. Oprócz tych pomadek, które miałam, można znaleźć:
-z witaminą E 1%
- z filtrem UV (nie wiadomo jakim)
-z masłem kakaowym (bezzapachowa)

Chociaż to jest bardziej marketing niż faktyczne różnice w składzie i działaniu.

Do plusów można zaliczyć:
- zapach
- nawilża i natłuszcza
- zmiękcza i regeneruje naskórek
- można na nie nałożyć kolorową szminkę lub błyszczyk
- chroni przed czynnikami zewnętrznymi
- jest tania i łatwo dostępna

Do minusów:
- opakowanie, nieprzechodzące najłagodniejszych crash testów
- wydajność
- trwałość



Pozdrawiam.
post signature

sobota, 16 marca 2013

Recenzja Tuszu do rzęs KOBO black perfection


Dzisiaj post trochę nietypowy, bo recenzja, bo o kolorówce. Mimo, że maluję się od liceum, to jest już od blisko 8 lat, nie czuję się ekspertem w dziedzinie makijażu. Owszem wiele w swoim życiu kosmetyków wypróbowałam, w tym ogromną liczbę tuszy, ale nigdy do tej pory nie miałam okazji wyrazić obiektywną opinię na temat jakiegokolwiek kosmetyku.
Jednak wiele dziewczyn wykazało zainteresowanie tuszem, o którym pisałam przy okazji posta zakupowego.
KOBO Black Perfection

Pierwszy raz miałam styczność z tą marką, chociaż o cieniach i pigmentach słyszałam wiele dobrego.

Opis producenta:
Formuła wzbogacona potrójnie czarnym barwnikiem, ekstraktem z wiśni japońskiej oraz naturalnymi woskami i polimerami, które:
·         Pokrywają rzęsy intensywnym kolorem głębokiej czerni.
·         Wyraźnie rozdzielają rzęsy.
·         Nadają im zdrowy wygląd i piękny połysk.
·         Nawilżają rzęsy
·         Chronią je przed szkodliwym działaniem promieni słonecznych.

Moja opinia:
Tusz kupiłam w Naturze, na promocji kosztował mnie niecałe 10zł (cena regularna ok 20zł). Nie jest to najdroższy tusz, nienajlepszy i nienajgorszy, typowy średniak. Dobrze sprawdzi się u osób mało wymagających, lubiących delikatne, naturalne makijaże.
A dlaczego naturalne? No cóż, to jest tusz, który nie skleja rzęs, ale tylko przy jednej warstwie, wydłuża i za bardzo nie pogrubia. Przy dwóch warstwach mamy efekt pogrubienia, polegający na zlepieniu się ze sobą rzęs.
Jeśli chodzi o konsystencję, to na początku tusz wydaje się być niezbyt gęsty, na szczoteczkę nabiera się odpowiednia ilość tuszu, łatwo go rozprowadzić na rzęsach i nie skleja ich. Jednak tusz bardzo szybko zaczyna wysychać i ilość tuszu na szczoteczce systematycznie się zwiększa. Coraz trudniej także operować szczoteczką tak by idealnie pomalować rzęsy. 
Zwykła szczoteczka o niewymyślnym, powiedziałabym- tradycyjnym kształcie. Nie ma problemu z pomalowaniem pojedynczych, drobnych rzęsek. Jednak wraz z gęstnieniem konsystencji coraz trudniej pomalować się tą szczoteczką dokładnie.
Kolor jest czarny, przy dobrym świetle lekko wpada w bordo. Nie jest to czerń, jaką znamy z Satin Black Maybelline, ale na oku ta czerń wygląda przyjemnie i nie daje teatralnego wyglądu.
Z jednej strony jest trwały i spokojnie wytrzymuje na rzęsach przez cały dzień, nie osypuje się. Z drugiej nie sprawia trudności przy zmywaniu, schodzi z oka całkowicie przy użyciu delikatnych środków myjących. Dla mnie to jest plus, bo nie muszę poświęcać godziny na demakijaż.
Jeśli chodzi o efekt uzyskany na oku, to tak jak już wcześniej wspomniałam nie pogrubia on rzęs przy jednej warstwie, a przy dwóch lubi sklejać rzęsy. Podkręca je i utrzymuje skręt przez cały dzień (bez użycia zalotki) - U MNIE, bo to jak podkręci i jak ten skręt utrzyma jest sprawą indywidualną, mi tylko niektóre tusze nie utrzymują takiego efektu (co z resztą od razu je dyskwalifikuje bo nie lubię zalotek). Efekt zależy też od świeżości tuszu, im nowszy tym lepiej prezentuje się na rzęsach.
Opakowanie- proste, eleganckie, trwałe. Napisy nie zdzierają się. Jednak nazwałabym je… podatne na ubrudzenia, w mig łapie brud i kurz, na czym traci estetyka. Pojemność- 10ml, czyli całkiem sporo. A nawet za dużo biorąc pod uwagę fakt, jak szybko traci odpowiedzią konsystencję i właściwości. 



Podsumowując:
Tusz dla niewymagających konsumentek, lubiących delikatne makijaże. Do plusów można zaliczyć na pewno łatwość demakijażu, cenę, szczoteczkę i trwałość.
Jednak minusem jest szybkość z jaką tusz zmienia swoje właściwości, tusz mam i używam od ponad miesiąca i patrząc na tempo zmian konsystencji, niedługo będę jeszcze się z nim bawić. Jak wszystkie kosmetyki KOBO, minusem jest też dostępność (drogeria Natura). Skleja rzęsy.
Nawiązując do opisu producenta, „potrójnie czarny barwnik” nie sprawia, że tusz jest najbardziej czarnym na rynku. Wyraźnie rozdziela rzęsy tylko na początku, kiedy jest świeży. Nie doszukałam się składu tego tuszu, więc nie wiem ile faktycznie jest tego ekstraktu z wiśni (żeby było egzotycznie) japońskiej, na ile chroni przed promieniami UV, a na ile to ściema. Nie zauważyłam, żeby moje rzęsy się wzmocniły, a używam go codziennie od ponad miesiąca.


Używałyście kiedyś kosmetyków KOBO? Co o nich sądzicie?

Pozdrawiam,
M.