Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Twarz. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Twarz. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 2 lutego 2014

Zimowy balsam do ust

Od dłuższego czasu nie mam weny do robienia własnych kosmetyków. Po prostu nie chce mi się robić kremów, odżywek, balsamów czy czegokolwiek co wymaga połączenia dwóch faz. Wyjątkiem są pomadki do ust, balsamy czy jak tam zwał.
Łączenie maseł, olei, wosków w poszukiwaniu idealnej konsystencji, jest dla mnie niesamowitą frajdą.

Przepis, który Wam przedstawię, wykorzystałam w listopadzie, więc miałam czas by go przetestować.

Muszę przyznać, że w końcu udało mi się znaleźć idealne proporcje substancji stałych do ciekłych. Ale to co sprawia, że konsystencja jest idealna, a balsam długo się utrzymuje na ustach to wosk pszczeli i lanolina. Próbowałam, naprawdę próbowałam zrobić pomadkę bez lanoliny. To nie było to samo. Pomimo, że dobrze nawilżała usta, za szybko się wchłaniała, konsystencja była również zbyt lejąca, przez co w upalne dni spływała z ust. A nie o mniej udanych próbach będę tu pisać.



Czego potrzebujemy?


Składnik:
Ilość (łyżeczka):
Masło mango (ZSK)
3
Masło Shea (e-naturalne)
1
Lanolina
1
Wosk pszczeli (ZSK)
2
Olej migdałowy (KTC)
2
Olej kokosowy (KTC)
1
Olej rzepakowy (Kujawski)
1
Olej z rokitnika
1
Witamina E (ZSK)
0,5
Olejek eteryczny
6 kropli
* Zagęstnik, faza ciekła, dodatki

Taka ilość pozwala na na zrobienie ok. 50 ml balsamu, który ja rozlałam do pięciu opakować. Masła i oleje możemy używać dowolne jednak zachowując proporcje 4 łyżeczki masła na 5 łyżeczek oleju. Nie zamieniałabym lanoliny i wosku na masła, bo to one sprawiają, że balsam ma "masełkową" konsystencję, a mazidło dłużej utrzymuje się na ustach. Do tego, są to idealne składniki zimowych balsamów, chroniące nasze usta przed mrozem.

Witamina E nie jest koniecznym dodatkiem, podobnie jak olejki eteryczne, jednak oba przedłużą przydatność do użycia i zwiększą właściwości pielęgnacyjne. Nie wspominając, że olejki nadadzą piękny zapach i zamaskują naftową nutę lanoliny. W moim przypadku były to 4 krople olejku goździkowego i 2 krople olejku grejpfrutowego (w zastępstwie za pomarańczowy). Pomadkę robiłam przed adwentem, więc chciałam nadać jej świąteczny zapach.

Jak wykonać?

W kąpieli wodnej.
Wrzątek zlewamy do dużego pojemnika, do niego wkładamy szklankę, w której rozpuścimy składniki.

Do szklanki wrzucamy najpierw wosk i lanolinę, ponieważ potrzebują najwięcej czasu na rozpuszczenie. Do nich dokładamy masła i olej kokosowy, czyli wszystkie rafinowane składniki, które bez obawy możemy podgrzewać.

Po rozpuszczeniu maseł. Dodałam oleju rzepakowego i migdałowego. Dodanie zimnego oleju powoduje pojawienie się białego osadu, który należy ponownie rozpuścić w kąpieli wodnej.

Dopiero jak ponownie uzyskamy klarowny roztwór, wyciągamy go z kąpieli wodnej, czekamy aż chwilę przestygnie, ale nie zacznie jeszcze tężeć.

Teraz możemy dodać pozostałe składniki, wrażliwe na ciepło, zaczynając od oleju z rokitnika, który jeszcze trochę przestudzi mazidło. Dokładnie mieszamy i dodajemy witaminę E i olejki eteryczne. Ponownie mieszamy i przelewamy do czystych opakowań.

Opakowania przemyłam w spirytusie i wysuszyłam przed przelaniem balsamu.

Czekamy aż pomadka stężeje i rozdajemy po znajomych do przetestowania :)



Co myślę o tym przepisie?

Jest prosty do wykonania. Choć może się wydawać, że jest nie wiadomo ile składników, możemy się ograniczyć do 4. Masła, oleju, wosku i lanoliny.

Kiedy pierwszy raz używałam tej pomadki, bałam się, że jest za twarda i trudno będzie z nią pracować. Na szczęście, rozsmarowała się i teraz ma, przynajmniej dla mnie, idealną konsystencję. Bardzo łatwo się jej używa i długo pozostaje na ustach.

Najważniejsze, skóra jest delikatna i elastyczna, nie jest sucha i nie pęka, z czym można mieć problem w zimie.

Mimo wszystko, wydaje mi się, że balsam, o którym pisałam TU, miał lepsze właściwości pielęgnacyjne (olej z awokado czyni różnicę), jednak konsystencja tego bije na głowę, każde wcześniej przygotowane przeze mnie mazidło.

post signature

czwartek, 16 stycznia 2014

Chwila dla twarzy #1

Witam Was, w pierwszym poście z nowego cyklu.
Wspominałam ostatnio na Facebooku, że się przeziębiłam. Wymusiło to na mnie powrót do OCMu. Czyli zmywania twarzy za pomocą oleju rycynowego wymieszanego z innym.
Dlaczego wymusiło? No cóż, OCM zawsze wspieram parówką, która jest idealnym sposobem na inhalację, szczególnie w połączeniu z olejkami eterycznymi.


To nie był jednak typowy OCM. Zależało mi głównie na inhalacji, więc przed rozpoczęciem przygotowałam twarz, zmywając makijaż biedronkowym micelem i dodatkowo robiąc delikatny peeling cynamonowy.
Wrzątek przelałam do miseczki, która wielkością pasuje, do wielkości mojej twarzy.
Pozwoliłam delikatnie wodzie przestygnąć, tak by olejki nie parowały zbyt intensywnie i dodałam po kropli olejku Ylang-Ylang i goździkowego. Ten pierwszy, to moja nowość i chciałam go wypróbować, ma także właściwości tonizujące, ten drugi odkaża i jest pomocny przy przeziębieniu i kaszlu.

Teraz już wiem, że to połączenie nie było zbyt trafione. Ylang-Ylang, cobyście o nim nie czytały, jest niezwykle intensywny i śmierdzi. Nie, nie... to nie jest moja nuta zapachowa. Olejek goździkowy, zapach ma piękny i całkiem dobrze komponuje się z Ylang-Ylang, jednak jest gęsty i dużo cięższy od wody, przez co w parówce był praktycznie niewyczuwalny. Aby poradzić sobie z tym problemem, musiałam do parówki dodać także, odrobiny żelu pod prysznic.

Na twarz nałożyłam olej rycynowy wymieszany z olejem z wiesiołka i rokitnika, w proporcjach mniej więcej 1:2:1. Żeby zwiększyć intensywność parówki, odgrodziłam się od świata ręcznikiem.

W kolejne dni, nie robiłam już peelingu przed parówką, ale również zmywałam makijaż. Olejki zastąpiłam sprawdzonymi- pichtowym i rozmarynowym, które pozwoliły mi choć na chwilę udrożnić nos. Oleje pozostawiłam te same.

Po tygodniu takich zabiegów twarz jest gładka i dobrze oczyszczona. Może nie pozbyłam się wszystkich zaskórników, ale cera wygląda nieco lepiej. Chciałabym też napisać, że inhalacje pomogły uporać się z katarem, ale to imbir, który jadłam na potęgę, miał największy udział w moim wyzdrowieniu.


A co wy zrobiłyście w tym tygodniu dla swojej twarzy?

Pozdrawiam
post signature

czwartek, 9 stycznia 2014

Nowy cykl

Jak wiecie co czwartek staram się pokazywać jaką nową fryzurę. Fryzury jakie pokazuję są jakie są, raz lepsze, raz gorsze. Postanowiłam więc, że zmniejszę częstotliwość pojawiania się postów z cyklu Spotkanie z grzebieniem. Liczę, że odbije się to na lepszej jakości pokazywanych fryzur.

Ale nie oleję czwartkowych postów. Co dwa tygodnie będą się pojawiać posty z fryzurami, przeplatane pomysłami na pielęgnacje twarzy :)

Z przykrością muszę stwierdzić, że ostatnimi miesiącami włosy zaabsorbowały mnie tak bardzo, że całkowicie zapomniałam o twarzy. I ten cykl ma to zmienić.


W czwartki będę opisywała, co w danym tygodniu zrobiłam dla swojej cery i jak twarz to przyjęła. Rozwinę tym samym zakładkę DIY, w której już dawno nie pojawiły się nowe pomysły.

Tak więc za tydzień możecie się spodziewać pierwszego postu z nowego cyklu, a za dwa- nowej fryzury.


Dzisiaj zacznę jednak od przedstawienia jak mniej więcej wygląda moja pielęgnacja.

Oczyszczanie
Płyn micelarny z Biedronki i/lub żel do mycia twarzy Yves Rocher rumiankowy

Peeling
Jak już to sól wymieszana z mydłem Aleppo 22% (które, nomen omen nie sprawdziło się na mojej twarzy) lub peeling z cynamonu i cukru opisany TU

Maska
brak

Nawilżenie rano
pod oczy kwas hialuronowy 1,5% z ZSK
serum z witaminą C i kwasem felurowym z biochemii urody
na twarz i szyję krem brzozowo-nagietkowy z betuliną z Sylveco

Nawilżenie wieczorem
Olej z wiesiołka lub rokitnika lub krokosza (nowy nabytek) z kwasem hialuronowym.



post signature

wtorek, 12 listopada 2013

Olej migdałowy to zło

Olej migdałowy jest olejem lekkim, dobrze się wchłania. Ożywia i nawilża skórę. Polecany jest do każdej cery. Ale czy naprawdę jest taki cudowny i można bezkarnie nakładać go na twarz?

Jakiś czas przeczytałam o destrukcyjnym wpływie oleju ze słodkich migdałów na cerę jednej z blogerek. Nie pamiętam niestety na jakim blogu to było. Nie uwierzyłam wtedy w jej wywody o tym jak to ten właśnie olej pogorszył stan jej cery, a posta włożyłam między bajki (które przecież często na blogach się czyta). Bo przecież jak, tak cudowny olej może spowodować wysyp pryszczy, nawet na mało kapryśnej cerze? Musiał być jakiś inny powód.

Tak myślałam, dopóki nie zaczęłam co rano używać maceratu z kawy, na oleju ze słodkich migdałów właśnie.



Z początku miałam przyjemne uczucie obudzenia i nawilżenia. Co rano, obok kawy, macerat pobudzał mnie do działania. Śmiem twierdzić, że aromat kawy jest bardziej pobudzający niż sama kawa.
I co z tego, skoro po tygodniu zaczęłam na swojej twarzy zauważać niepokojące zmiany. I to nie były małe krostki, których łatwo się pozbyć. To były wielkie podskórne gule, bolące jak cholera. To nie jest też tak, że pojawiło się tysiące zaskórników. Nie, tylko te wielgachne bąble, gdzieś głęboko.

Nie, oczywiście, że nie wiązałam tych zmian z olejem ze słodkich migdałów. Przecież użyłam go wcześniej nie raz. Tylko, że nigdy 100%. Smarowałam się dalej, co rano maceratem. Dalej mnie orzeźwiał i dalej pojawiały się pryszcze. No coś je musiało powodować. Przecież nie powstaną tak same z siebie, tym bardziej, że z tym problemem uporałam się ponad rok temu. Nie zaczęłam jeść śmieciowego żarcia z fastfoodu, nic w tym stylu. To musiał być kosmetyk.

Od miesiąca do twarzy używam tylko sprawdzonego micela z Biedronki, kremu z mocznikiem Pilarix i maceratu. Nic więcej.

Przypomniałam sobie o tym poście i zamarłam. Czyżby faktycznie olej ze słodkich migdałów mógł powodować te wszystkie zmiany?
Odstawiłam olej i pryszcze zaczęły się powoli, powili goić. Nie pojawiają się też nowe. A macerat zużyję, na włosy :/


Czy to była wina oleju ze słodkich migdałów? Nie mogę tego powiedzieć na 100%, jednak pozostaje on głównym podejrzanym w sprawie.

Pozdrawiam,
post signature

niedziela, 20 października 2013

Na problemy z cerą- Pachnotka

Jeszcze rok temu nieprzyjaciele na mojej twarzy pojawiali cię bez przerwy i byli moją zmorą. Duży wpływ na poprawę kondycji cery miały truskawki i nagietek lekarski, jednak swoje trzy grosze wtrącił także olej z pachnotki.




Pachnotka zwyczajna (Perilla frutescens)

Jest to jednoroczna roślina pochodząca z Azji. W Chninach i Korei uprawia się ją jako roślinę oleistą, z nasion której pozyskuje się olej perilla. W Japonii wykorzystuje się ją jako przyprawę Shiso. Podobno taka przyprawa oczyszcza układ pokarmowy z toksyn obecnych w rybach.



Olej Perilla

Olej z pachnotki polecany jest do cery trądzikowej i dojrzałej. Zawiera wiele cennych składników sprzyjających gojeniu się zmian trądzikowych, wzmacniających naczynka krwionośne i zwiększających działanie enzymów.
Z ważniejszych substancji obecnych w oleju należy wymienić:

  • kwas alfa-linolenowy ALA (omega 3)
  • kwas linolowy LA (omega 6)
  • kwas oleinowy (omega 9)
  • flawonoidy (między innymi luteolin) i antocyjany, będące przeciwutleniaczami
  • kwas rozmarynowy, który znajdziemy również w melisie, szałwii i rozmarynie. Ma działanie przeciwzapalne i antyoksydacyjne



Olej z pachnotki działa przeciwzapalnie, przeciwbakteryjnie i przeciwwirusowo, a dzięki zawartości antyoksydantów, chroni także skórę przed wolnymi rodnikami.

Lekko żółty olej o charakterystycznym zapachu, którego nie umiem do niczego porównać, korzenny?? Dobrze się wchłania i jest bardzo wydajny. Na twarz wystarczą dwie krople.

Może być stosowany bezpośrednio na skórę oraz w kremach robionych "na zimno" (lub jako faza C).


Przyspiesza gojenie pryszczy

Swój olej kupiłam w ZSK, po przeczytaniu opisu musiałam go mieć. Używam go jako kremu rano i wieczorem, kiedy mi coś na twarzy wyskoczy. Olej z pachnotki i mydło siarkowe stanowią idealny duet. Nawet te większe zmiany, bolące głęboko pod skórą, które są za młode by poradziła sobie z nimi pasta cynkowa, goją się szybciej i nie pozostają po nich blizny.

To właśnie mnie urzekło w tym oleju, że walkę z pryszczem mogę zacząć od razu jak poczuję, że coś się dzieje. A pryszcz znika zanim staje się widoczny dla osób trzecich.

Dostępność

Olej z pachnotki widziałam głównie w sklepach z półproduktami. Stacjonarnie, spotkałam go w jednej mydlarni w Krakowie, jednak nie jestem w stanie sobie przypomnieć w której.

Cena na Zrób Sobie Krem to 7zł za 30ml.

Jeśli chodzi o kosmetyki drogeryjne, pachnotka nie jest popularnym dodatkiem. Ja nie spotkałam się, z żadnym kupnym preparatem z olejem z pachnotki.




Znacie jakieś produkty z pachnotką? Miałyście okazję używać oleju w pielęgnacji twarzy? A może włosów?


Pozdrawiam,
post signature

Źródło i więcej informacji:
http://www.naturalnesuplementy.eu/warto-wiedzie%C4%87/Pachnotka-zwyczajna
http://pl.wikipedia.org/wiki/Pachnotka_zwyczajna
http://www.nazdrowie.pl/artykul/kwas-rozmarynowy-skladnik-ziol-i-przypraw
http://www.zrobsobiekrem.pl/pl/p/Olej-z-pachnotki-ORGANICZNY/156

niedziela, 6 października 2013

Nawilżamy domowymi sposobami

Tydzień temu pisałam o tym jak ważne jest nawilżenie. Zaczął się sezon grzewczy, w domach powietrze jest ciepłe i suche. Picie wody, nawet w dużych ilościach, może być niewystarczające, bo i tak będzie ona ze skóry odparowywać. Ale cudowne jest to, jak wiele znajdziemy w domu składników, które pomogą w utrzymaniu dobrego nawilżenia skóry.




1. Miód 

Wiele blogerek już o nim pisało i wiele jeszcze napisze. Nawilża, odżywia i lekko rozjaśnia skórę. Idealny jako dodatek do kosmetyku, ale nałożony cienką warstwą poradzi sobie solo, jako maska. Trzeba jednak uważać by nie poprzyklejać sobie włosów do twarzy. Nie zaszkodzi on włosom co prawda, wręcz przeciwnie, ale przyklejanie się niechcianych przedmiotów do twarzy nie należy do przyjemności.


2. Aloes

Popularna roślina w polskich domach, choć ja dopiero nabyłam swoją i czekam aż trochę podrośnie zanim zacznę bezczelnie odrywać listki by wycisnąć z nich sok. 

Sok z aloesu sprawdza się jako nawilżająca baza pod makijaż. Nie daje takiego wygładzenia jak bazy silikonowe, ale w przeciwieństwie do nich nie zapycha porów. Odżywi za to skórę i na dłuższą metę może poprawić jej koloryt. 

Uwaga! czysty sok z aloesu może powodować u niektórych osób alergie i podrażnienia skóry. Dlatego jeśli nie miałaś wcześniej do czynienia z aloesem nie nakładaj go od razu na twarz. Wypróbuj np. na dłoniach i rozcieńcz z wodą.


3. Nagietek i rumianek

Kwiaty tych ziół zawierają dużo śluzów, które delikatnie nawilżą i zmiękczą naskórek. Oba mogą delikatnie rozjaśnić cerę.

Nagietek dodatkowo pomoże w leczeniu zmian trądzikowych i drobnych ran. Z rumiankiem trzeba uważać, podobnie jak aloes, może powodować alergie. Jeśli czujesz swędzenie, zmyj od razu rumianek z twarzy.

Oba zioła można wykorzystać na dwa sposoby, herbatkę z nagietka i rumianku można użyć zamiast wody do maski lub zaparzone płatki/koszyczki, nałożyć na twarz i pozostawić na 15-20 min. 
Na twarz nie nakładamy gorących, czekamy aż trochę przestygną ;)


4. Siemię lniane

Glutek, który spisuje się na włosach pomoże też suchej skórze. Muszę jednak przyznać, że używanie go na włosy jest wygodniejsze i daje lepsze efekty. Jednak gdy nie ma nic innego pod ręką warto sięgnąć po len.

2-3 łyżki siemienia lnianego gotujemy w szklane wody przez ok. 15 aż do zgęstnienia. Jeszcze gorący przecedzamy i czekamy aż ostygnie. Nakładamy na skórę.


5. Kozieradka

Kozieradka ma swoje 5 minut w blogowym światku. I słusznie. Zasługuje na uwagę nie tylko jako wcierka przyspieszająca porost włosów, do której mi zawsze brakowało cierpliwości. Po odlaniu "rosołku kozieradkowego" na dnie szklanki zostają fusy, które można wykorzystać nakładając na twarz, i pozostawiając papkę na 15-30 min.

Kozieradka nawilża nieporównywalnie lepiej niż siemię lniane, lepiej utrzymuje się na twarzy, choć dalej nie jest tak wygodna jak maski sklepowe. Łagodzi podrażnienia i zmiany skórne.


6. Śmietana

Niektórzy mogą do niej podchodzić jak pies do jeża, ale śmietana doskonale nawilża i natłuszcza skórę, odżywia i koi. Nie znam lepszego sposobu na szybkie nawilżenie skóry domowymi sposobami.
Niektórzy, mieszają śmietanę z żółtkiem, zwiększając tym samym właściwości odżywcze takiej maski.

Niezależnie czy z żółtkiem, czy bez, nakładamy ją na twarz i zostawiamy do wyschnięcia (czyt. aż zmieni kolor i zrobi lekko skorupowata). Za pierwszym razem, skóra wypije większość śmietany i do zmycia pozostanie niewiele.

Cery tłuste nie powinny się bać śmietany, ona naprawdę może uspokoić kapryśną skórę. Po pierwsze odżywi i nawilży skórę, przesuszoną od przeróżnistych maści. Po drugie natłuści, ograniczając tym samym wydzielanie sebum*. Śmietana zawiera mnóstwo witamin i minerałów (odsyłam TU), które są niezbędne do prawidłowego funkcjonowania skóry.

Każda śmietana (12, 18 30%) będzie dobra, ale gęstą łatwiej nałożyć na skórę.

*w moim przypadku bardzo skutecznie ograniczała przetłuszczanie cery, a śmietany używałam odkąd pojawił się pierwszy pryszcz na moim nosie...


7. Fruktoza i sorbitol

U miłośników zdrowego odżywiania i aktywnego trybu życia, na pewno znajdzie się w szafce fruktoza lub sorbitol. 

Cukry i ich pochodne są naturalną substancją nawilżającą (w końcu miód nawilża). 

Z obu możemy przygotować słodki roztwór, będący idealnym dodatkiem do domowych maseczek. Im bardziej stężony tym gęstszy i bardziej lepki.



Jakie są Wasze domowe sposoby na nawilżenie skóry?


Pozdrawiam,
post signature

niedziela, 29 września 2013

Nawilżenie to podstawa!

W ostatnim miesiącu mój blog zrobił się mocno włosowy, dlatego dzisiaj skupię się na skórze.
Chyba nikogo nie muszę przekonywać, że nawilżona skóra to zdrowa i jędrna skóra. By móc jak najdłużej cieszyć się młodą i piękną cerą, oprócz unikania wolnych rodników, ważne jest odpowiednie nawilżenie.




Dlaczego tak ważne jest dobre nawilżenie?

Nasze ciała składają się w ok. 70% z wody, a skóra w 10-20%. Potrzebujemy wody do życia.
Skóra stanowi barierę przed światem zewnętrznym, zabezpiecza przed drobnoustrojami i tak dalej. Aby mogła spełniać swoje funkcje musi być odpowiednio nawilżona.
Skóra, której brakuje wilgoci, szybciej traci jędrność i wcześniej będą widoczne pierwsze oznaki starzenia, a łatwiej opóźnić pojawienie się zmarszczek, niż walczyć z już powstałymi.
Skóra odwodniona, nie pracuje tak jak powinna, zaczyna walczyć z utratą wody np. wydzielając sebum. Skóra się łuszczy, staje się tłusta, a procesy regeneracyjne zwalniają, przez co wszystkie zmiany goją się znacznie dłużej niż normalnie. W wielu przypadkach, w tym moim, problemy z cerą wynikały z nieodpowiedniego nawilżenia skóry. W momencie gdy zaczęłam zwracać uwagę na nawilżenie, stan skóry zaczął się poprawiać.

Cera tłusta potrzebuje nawilżenia. A co my robimy... używamy kremów matujących, ciągle myjemy twarz mocnymi detergentami, stosujemy preparaty z alkoholem, co jeszcze bardziej wysuszają skórę. Efekt jest taki, że mamy coraz większy problem, bo skóra broni się wydzielając coraz więcej sebum.


Naturalny czynnik nawilżający

Aby zapobiec nadmiernej utracie wody, skóra wytwarza płaszcz hydrolipidowy. W skórze znajdują się substancje wiążące wodę, przez co uniemożliwiają jej odparowanie. Te substancje, naturalnie znajdujące się w naszym organizmie, składają się na naturalny czynnik nawilżający (NMF- Natural Moisturizing Facotr). Wiążą one cząsteczki wody w warstwie rogowej naskórka.

Do NMF zalicza się substancje, takie jak:

  • Aminokwasy, które dzięki małym rozmiarom mogą spokojnie przedostać się do warstwy rogowej naskórka;
  • Mocznik, o której mówią, że to najlepsza substancja nawilżająca. Redukuje grubość warstwy rogowej, przez co pobudza naturalny proces nawilżania;
  • Mleczany, czyli sole kwasu mlekowego, a jak ktoś woli bardziej naukowo Alfa-hydroksykwasy, które pozwalają zwalczyć proces bardzo suchej i łuszczącej się skóry;
  • Pyrolidonowy kwas karboksylowy (PCA), niewielka cząsteczka  potrafiąca nawilżyć  ujędrnić i wygładzić skórę.

Oprócz tego zdolność do wiązania wody w skórze, mają jony sodu, magnezu, wapnia, potasu.


Dieta- nawilżenie od wewnątrz

Ok, możemy wcierać w siebie tony kremów nawilżających i nie widzieć żadnych efektów. Dlaczego? Bo dieta to podstawa i przede wszystkim liczy się nawilżanie od środka.

Po pierwsze, pij wodę, dużo wody. Wszędzie się mówi o tym by pić minimum 1,5 litra wody dziennie. Po rozłożeniu na cały dzień, wychodzi 1 szklanka co 1,5-2 godziny. Nie brzmi tak strasznie, prawda? Pijmy zanim zachce nam się pić.

Po drugie, jedz dużo warzyw i owoców. Jedz to co samo w sobie w dużym stopniu składa się z wody.

Po trzecie, unikaj kawy i czarnej herbaty. Jeśli jednak jesteś zapalonym miłośnikiem kawy (tak jak ja), ogranicz ją do minimum i każdą filiżankę popij szklaną wody.

Po czwarte, nie unikaj tłuszczów. Oczywiście tych dobrych- nienasyconych, wielonienasyconych. Nienasycone kwasy tłuszczowe są budulcem i nośnikiem wielu ważnych witamin. Tłuszcze budują błonę komórkową,  bez nich staje się ona cienka i komórki szybciej tracą wodę.

Substancje nawilżające

Głównym zadaniem substancji nawilżających jest zatrzymanie wody w warstwie rogowej naskórka. Ogólnie można je podzielić na dwa rodzaje:

  • Humektanty, np.: gliceryna, mocznik, kwas hialuronowy, sorbitol i pochodne cukrów, D-pantenol.
  • Substancje okluzyjne, np.: oleje, masła, woski, silikony, parafiny.

Do pierwszej grupy zaliczymy substancje higroskopijne, które mogą wniknąć w naskórek i tam zatrzymać wodę. Zasadniczo im mniejsza jest cząsteczka substancji nawilżającej tym głębiej będzie wstanie przeniknąć. Humektanty dobrze rozpuszczają się w wodzie i trwale ją wiążą. Dzięki temu zapobiegają odparowaniu wody z warstw rogowych naskórka.

Do drugiej grupy zaliczymy wszystkie substancje zdolne do wytworzenia na powierzchni skóry cienkiego filmu, zapobiegającego utracie wody. Odtwarzają warstwę lipidową naskórka i często są oskarżane o zapychanie porów.
Nie unikajmy ich przez to, unikajmy tych syntetycznych (silikonów, parafin) i zastąpmy je olejami roślinnymi.



Nie zapominajmy o  nawilżeniu i pamiętajmy, że krem nawilżający, nawet najlepszy, nie zapewni nam odpowiedniego nawilżenia. Najważniejsze jest nawadnianie całego organizmu- od środka! 
Dieta + krem to idealny duet w walce o nawilżoną i jędrną skórę.



Pozdrawiam,

niedziela, 22 września 2013

Czy warto tak cierpieć? Czarna Rzepa

Wiele osób, miłujących się w babcinych recepturach, zwraca uwagę na nieprzyjemny zapach czarnej rzepy. Według mnie, problem nie polega w okropnym zapachu, który sam w sobie nie jest zły. Jest to najzwyczajniej w świecie zapach rzodkiewki, tylko bardziej intensywny. Problem z nim jest taki, że jest bardzo, ale to bardzo, trwały i co wrażliwsze nosy mogą go wyczuć nawet po kolejnym myciu włosów. Poza tym wszystko przesiąka tym zapachem.




Czarna rzepa (Raphanus sativus var. niger)

Jest odmianą rzodkiewki, dlatego często spotyka się nazwę czarna rzodkiew i jest to, to samo co czarna rzepa. Zarówno w kuchni jak i w pielęgnacji wykorzystuje się korzeń rzodkwi. Czarna rzepa charakteryzuje się właściwościami bakteriobójczymi. Roztartymi nasionami rzepy leczy się egzemy, wrzody i rany.

Czarna rzepa nie jest wykorzystywana tylko w szamponach wzmacniających włosy. Rzodkiew pobudza perystaltykę jelit, pobudza produkcję soku żołądkowego i sprzyja wydalaniu z organizmu nadmiaru cholesterolu. Dlatego też z czarnej rzepy produkuje się Raphacholin.


Co znajdziemy w czarnej rzepie?

W korzeniu rzepy znajdziemy wiele substancji bakteriobójczych takich jak glukozynolany, rafaninę i rafanozynę; ponadto cukry, białko, celulozę, olejki eteryczne, witaminę C i B1, zasady purynowe, potas, wapń, siarkę, magnez. Wszystko to ma wzmacniać nasze włosy, rozjaśniać skórę, przyspieszać gojenie, etc. etc.


Sok z czarnej rzepy

Rzepa rzepą, ale to co będziemy z niej robić to sok, który wykorzystamy jako wcierkę i nie tylko  :)
Aby otrzymać sok z rzepy można skorzystać z sokowirówki, ale jeśli nie mamy takiego sprzętu, można po porostu zetrzeć rzepę na tarce i przecisnąć ją przez czystą szmatkę, i z tej metody korzystałam ja (mniej mycia). Jeśli nie obierzemy rzepy ze skórki, a ja tego nie robiłam, otrzymamy sok w niezbyt sympatycznym kolorze, ale nie on jest ważny.




Jak już wcześniej wspomniałam, zapach przypomina bardzo intensywną rzodkiewkę i nie jest nie przyjemny. Problem polega na tym, że jest niesamowicie trwały, przez co staje się bardzo męczący. Druga sprawa- PALI. Pierwszy kontakt z tym sokiem może być bardzo nieprzyjemny. Na prawdę. Uczucie jakby ktoś nam wbijał miliard szpileczek w skórę.

Moja reakcja na to pieczenie- coś jest nie tak, czy zrobiłam coś źle? Nie, rzepa tak ma palić, a jeśli tego nie robi, znaczy, że jest stara i szkoda nawet znosić ten zapach. Magia czarnej rzepy tkwi własnie w tym pieczeniu, które poprawia ukrwienie i stymuluje naskórek do pracy. Dzięki temu włosy się wzmacniają i (przynajmniej w teorii) rosną szybciej.

Nie ograniczyłam się tylko do wcierania rzepy w skalp. Nakładałam sok na całe włosy i trzymałam pod czepkiem przez około 30 min, przecierałam również twarz.

Efekty używania soku

Po pierwszym użyciu nie wyczuwałam zapachu rzepy na włosach. Włosy stały się mocniejsze i niesamowicie błyszczące. Po trzecim użyciu zauważyłam, że dużo mniej włosów wypada. Co do szybszego wzrostu nie mogę się wypowiedzieć. No, mogłabym peany pisać bo włosy były tak gładkie i przyjemne w dotyku, że mogłabym cały czas przeczesywać je palcami.

A tak się włosy błyszczą po soku z czarnej rzepy


Mogłabym... ale nie będę pisać pieśni pochwalnych. Oprócz zapachu, który za każdym kolejnym użyciem staje się coraz bardziej intensywny, sok z czarnej rzepy obciąża włosy. Zbyt częste używanie rzepy, sprawia, że włosy stają się ciężkie, szybciej się przetłuszczają i trudno cokolwiek z nimi zrobić (poza podziwianiem ich gładkości, oczywiście).

Sok ma pozytywnie działać na skórę, rozjaśnić przebarwienia i przyspieszyć gojenie drobnych zmian. Nie jest przyjemnie nakładać na twarz coś co wiemy, że będzie za chwilę piekło pod niebiosa. Dlatego dość szybko dałam sobie z tym spokój. Cera bardzo się przesusza od soku (hmm... może dlatego włosy szybciej się przetłuszczają?) i jest bardzo ściągnięta. Może przy częstym stosowaniu zauważyłabym pozytywne efekty, ale uznałam, że nie warto tak cierpieć.

Wyciskanie soku przez szmatkę, ma jeszcze jedną przewagę nad sokowirówką- kontakt dłoni z sokiem :)
Stan moich paznokci bardzo się poprawił. Zaczęły znacznie szybciej rosnąć i wzmocniły się. A dłonie nie piekły mnie od tego soku.


Dostępność

W osiedlowych spożywczakach nie powinno być problemu z kupnem czarnej rzepy, cena też nie powinna być wygórowana. Jeśli macie ogródek, polecam posadzenie rzepy na wiosnę. Nie jest trudna w uprawie, to całkiem odporna roślina i wystarczy pamiętać by ją podlewać. Im wilgotniejsze jest podłoże (nie przesadzając w drugą stronę) tym większe i bardziej soczyste będą bulwy :)
EDIT 10.01.2014: Czerną rzepę znajdziecie w Auchan w Galerii Bronowice.


Czarna rzepa w kosmetykach

Najczęściej ekstrakt z soku z czarnej rzepy znajdziemy w szamponach wzmacniających włosy i przeciw łupieżowych.
W INCI należy szukać Raphanus Sativus Extract i wszystkiego co zaczyna się od Raphanus...



Pozdrawiam,

piątek, 2 sierpnia 2013

Płatki kolagenowe pod oczy BEAUTY FACE

Witajcie, 
Ostatnio listonosz mile mnie zaskoczył, przynosząc list, którego w ogóle się nie spodziewałam :) W liście były płatki kolagenowe pod oczy, które dostałam od sklepu BeautyFace do przetestowania.
Całkowicie zapomniałam o akcji "Stop suchej skórze" i w ogóle nie spodziewałam się, że dostanę coś do przetestowania (na początku nie podawali zbyt wielu szczegółów). Fajnie :)




Pewnie gdzieś mi jakąś informację wysłali, ale po pierwszej fali spamu jaką dostałam od sklepu, tak pozmieniałam ustawienia, że teraz ani na konto w sklepie nie mogę się zalogować, ani żadnych maili nie otrzymuję. Dobrze, że zawsze można liczyć na inne blogerki :D

Muszę przyznać, że nie spodziewałam się zbyt wiele po tych płatkach. Nie wierzę w efekt cud, czy jak obiecuje producent "efekty jak po zabiegu w salonie kosmetycznym".

Płatki kolagenowe możecie znaleźć TU. Cena za 7 par, ergo 7 zabiegów, to (WOW!) 84 złote, można też kupić dwa płatki za 12 zł lub w promocji za 6. Na stronie niema zbyt wielu szczegółów, jeśli ktoś chce się dowiedzieć czegoś więcej, musi pytać.

Opakowanie
Na opakowaniu jest nie wiele więcej szczegółów, ale za to jesteśmy bogatsi o INCI ;)
Może tego nie widać na zdjęciu powyżej, ale jeden płatek nie przetrwał podróży, a drugi też nie był w najlepszym stanie. Mam szczerą nadzieję, że pracownicy sklepu przykładają większą staranność do zabezpieczania produktów przed wysyłką do klientów, którzy płacą niemało za ich produkty.
Gdybym zapłaciła regularną cenę za ten produkt, nieźle bym się wkurzyła.

Opakowanie jest przejrzyste, łatwo wydobyć płatki z opakowania, które znajdują się dodatkowo w plastikowej foremce, mającej zabezpieczać, nomen omen delikatne płatki, przed deformacją, hmm...
Zdecydowanie brakuje na opakowaniu "instrukcji obsługi". Nie żebym kiedykolwiek takowe czytała, ale nawet jeśli nikt na to nie zwróci uwagi, dobrze jeśli jest gdzieś napisane czy trzeba jakoś twarz do zabiegu przygotować? jak długo to na twarzy trzymać? etc, etc.

Opis producenta

NAWILŻAJĄCO UJĘDRNIAJĄCE PŁATKI POD OCZY Z ALGAMI MORSKIMI
"BeautyFace płatki kolagenowe pod oczy to profesjonalny zabieg kosmetyczny stworzony na bazie naturalnego kolagenu morskiego. Dzięki innowacyjnej technologii nano cząsteczek i strukturze hydrożelowego płatka, zanurzonego w pełnym aktywnych składników serum, zabieg zapewnia intensywne wchłanianie w głębokie warstwy skóry i efekty znacznie silniejsze niż tradycyjnych maseczek. Skutecznie naprawia cienką i delikatną skórę wokół oczu, zapewniając optymalne nawilżenie jednocześnie chroniąc przed starzeniem. Używanie płatków pod oczy BeautyFace gwarantuje kompleksową pielęgnacje, odmłodzenie i zapewnia efekt taki jak zabiegi w najlepszych salonach kosmetycznych."

Skład
Aqua, Glycerin (substancja nawilżająca), Collagen (naturalny kolagen morski*), Dead Sea Black Mud (Magnesium Oxide, Sodium Chloride, Calcium Carbonate, Potassium, Magnesium Carbonate, Kaolin, Bentonite) (Skondensowany ekstrakt z alg morskich bogaty w mikroelementy*) Hyaluronic Acid (substancja nawilżająca), L-ascorbic Acid (witamina C), Tocophenyl acetate (witamina E), Vitis Vinifera Seed Ectract (olej z pestek winogron), Allantoin (łagodzi podrażnienia), Rosa Canina Fruit Oil (olejek różany), Elastin (elastyna), Glyceryl Acrylate, Butylene Glycol, PVM/MA, PEG 100 Stearate (emulgator O/W), Propylene Glycol (zapobiega wysychaniu produktu), Diazolidinyl Urea (konserwant), Iodopropynyl Butycarbamate (konserwant).
* tak twierdzi producent

Skład wydaje się być długi, ale większość to składniki aktywne i nawilżające, reszta to substancje żelujące i na samym końcu konserwanty. Płatki nie mają żadnych substancji zapachowych. Od początku są substancje aktywne i nawilżające. Dopiero pod koniec znajdziemy kilka substancji bardziej syntetycznych, pozwalających na uzyskanie żelek :) i konserwanty.

Wygląd i aplikacja płatków
Cienkie i naprawdę delikatne płatki, zaraz po otwarciu opakowania są bardzo wilgotne. Nie wiem jak u innych, ale mi dużo tego "serum" zostało w opakowaniu. 
Jeśli tylko płatki dotrą do was w jednym kawałku, aplikacja jest bajecznie prosta. Największą moją obawą było, że płatki nie będą "siedzieć" na twarzy. Ku mojemu zaskoczeniu idealnie przylegały do twarzy, jak położyłam tak zostały, nic się nie zsuwały, ani nie odklejały. To duży plus, bo po ich nałożeniu nie musimy leżeć i pachnieć, a możemy robić cokolwiek chcemy. W niczym nam nie przeszkadzają. W trakcie trwania zabiegu możemy spokojnie przekładać płatki z miejsca na miejsce, bez obaw, że następnym razem się do skóry nie przykleją.


Moje odczucia
Ponieważ płatkom brakuje sposobu użycia, zrobiłam tak jak mi się wydawało najsensowniej. Umyłam twarz i nałożyłam płatki hydrożelowe pod oczy, tu chyba (a nawet na pewno) nie ma znaczenia, którą stroną nałożymy płatki. Później tak sobie z nimi chodziłam, robiłam co chciałam, aż całkowicie serum się wchłonęło w moją skórę (ok 1,5 godziny).

Może napomknę, że jestem strasznym zmarzluchem. Płatki dają uczucie chłodzenia, które na początku jest OK, ale z czasem było coraz silniejsze. Efekt chłodzenia utrzymuje się jeszcze dłuuugo po zdjęciu żelków. 
Po zabiegu skóra jest faktycznie mocno nawilżona. Co do ujędrnienia, nie mogę się wypowiadać, bo nie narzekam na brak jędrności (jeszcze).
A tak wyglądają płatki po zabiegu
Zaraz po zdjęciu płatków, skóra jest trochę lepka (prawdopodobnie przez obecność gliceryny), ale dość szybko to uczucie znika.
Nie powiem  żebym dobrze spała w nocy po użyciu płatków (oczywiście to nie przez płatki źle spałam), ale na drugi dzień wyglądałam na naprawdę wypoczętą (szkoda że nie pokrywało się to z moim samopoczuciem).

Podsumowanie
Pomysł na akcje- Super. Sama dobrze wiem jak ważne jest dobre nawilżenie skóry pod oczami i jak trudno jest to osiągnąć, szczególnie jeśli zwykłe kremy podrażniają nam oczy. Warto pamiętać, że dobrze nawilżona skóra to jędrna skóra, na której później zaczną być widoczne pierwsze oznaki starzenia.
Sam produkt na pewno wart uwagi. Płatki swoje zadanie spełniają, skóra pod oczami jest ekstremalnie nawilżona. Efekt chłodzenia będzie jak znalazł po nie przespanej nocy. Jednak na dzień dzisiejszy ta cena jest dla mnie nie do przejścia. Uczucie nawilżenia pozostaje na długo (za co +) i nawet po nieprzespanej nocy wyglądamy na wypoczęte.

Czy to jest coś bez czego nie będziemy mogły żyć? Nie, to jest fajny gadżet. Ale jeśli ktoś ma duże problemy z suchą skórą, polecam.

Plusy produktu:
+ wygoda w użyciu
+ bardzo dobrze nawilżają skórę pod oczami
+ skład pełen dobrych substancji, wysoko znajdujących się w INCI
+ brak substancji zapachowych (co w produktach pod oczy niby jest oczywiste, ale...)

Minusy:
- dla mnie na pewno cena
- efekt chłodzenia (który dla większości pewnie będzie plusem)
- brak "sposobu użycia" na opakowaniu


Pozdrawiam,
post signature

niedziela, 28 lipca 2013

Moje zastosowanie olei

Jak już powiedziałam A, to powinnam też powiedzieć B. 
Uwielbiam oleje, ale o tym już pisałam ostatnio. Dzisiaj chciałabym skupić się na tym jak te oleje stosuję. W jaki sposób można ich używać, aby wydobyć z nich co najlepsze i jak najbardziej zminimalizować uczucie tłustości na skórze i włosach.


Odżywka do paznokci i skórek
Oleje bogate w witaminy, mogą bardzo szybko zregenerować suche skórki i zniszczoną płytkę paznokcia. Oczywiście nie naprawi rozdwojonych paznokci, ale (przynajmniej u mnie) wzmacnia je na tyle, że się później nie rozdwajają. Wysuszone skórki od zmywaczy też są mniej kapryśne.

Obecnie używam mieszanki oleju migdałowego, arganowego, kokosowego i masła shea w proporcjach mniej więcej 5:1:3:1. Dodałam także olejku rozmarynowego, który jest świetnym konserwantem. Olejek do paznokci trzymam oczywiście z dala od światła, w starym opakowaniu po lakierze. Na paznokcie nakładam jak lakier, nie żałując go na skórki. Po chwili wcieram dokładnie olej w skórki, nadmiar wcieram w dłonie. Tak, ręce mogą być tłuste, ale jeśli masz naprawdę suchą skórę (a po rękach to od razu widać) olej bardzo szybko się wchłonie.

Oliwka po kąpieli
Mój ulubiony sposób i na to najwięcej oleju tracę. Nie znoszę balsamów, nie chce mi się stać i wsmarowywać w ciało, czekać aż się wchłonie. 
Do zrobienia takiej oliwki wystarczy nam jeden dowolny olej i wygodne opakowanie. Polecam dodać do takiej oliwy olejku eterycznego, który umili mam nakładanie olejku. Przykładowy przepis na taką oliwkę znajdziecie TU, ale nie bójcie się eksperymentować.

Taką oliwkę najlepiej nakładać zaraz po kąpieli, na jeszcze mokre ciało. Czekamy chwilę i osuszamy skórę ręcznikiem. Skóra jest nawilżona i natłuszczona, ale niema uczucia tłustości, bo nadmiar oliwki zetrzecie z ręcznikiem (nie martwcie, olej się spierze). Stosując oliwkę w ten sposób nie potrzebujecie dużych ilości aby pokryć całe ciało.

Zamiast kremu do twarzy
Od razu zaznaczę, że to nie jest metoda dla każdego. Pierwszy ważny czynnik to czy olej może zapychać. Jeśli tak to lepiej sobie darować taką zamianę. Drugi to jak olej się wchłania. Im lepiej i szybciej będzie się wchłaniał tym lepiej poradzi sobie jako substytut kremu. Osoby z naprawdę problematyczną cerą powinny sobie darować taką metodę, chyba, że mają sprawdzony olej.
Oleje które mogę polecić, to olej migdałowy, olej arganowy, olej słonecznikowy, olej z pachnotki, można też wypróbować olej z wiesiołka, no i oczywiście maceraty. Osoby z cerą suchą powinny polubić tę metodę :) i mogą się bawić z każdym olejem i masłem.

Zmywanie makijażu
Już abstrahując od OCMu, nie od dziś wiadomo, że oleje rozpuszczają silikony. Dzięki olejom skutecznie usuniemy z twarzy każdy podkład czy krem z filtrem, które zawsze są napakowane silikonami.
Ja zazwyczaj nalewam trochę oleju na wacik i przecieram nim twarz. Później zmywam twarz delikatnym żelem albo płynem micelarnym. Nie powiem, abym często korzystała z tej metody, jednak przynajmniej raz w tygodniu staram się tak robić.

Olejowanie włosów
O tym jak olejować włosy pisało już wiele blogerek. Każda ma swój sposób, który sprawdza się najlepiej. I o to właśnie chodzi, bawić się i znaleźć najlepszą dla siebie metodę.
Są oleje, które idealnie nadają się do zabezpieczania końcówek. Z tych co wypróbowałam, mogę polecić olej arganowy, kokosowy (jeśli sprawdza się na waszych włosach), z awokado i z rokitnika (nie polecam blondynkom) oraz oleje z pestek owocowych (malin, śliwki, etc).
Nakładanie oleju    
     metoda pierwsza     
Dla tych nie przekonanych do olei. Olej mieszamy z odżywką lub maską nakładaną na włosy przed myciem. Włosy pod czepek i odstawiamy na godzinę. Dodanie odżywki do oleju daje gwarancje, że domyjemy włosy.
     metoda druga     
Nakładanie oleju na suche włosy przed myciem lub jak robią niektóre (ja nie) na mokre włosy, jako pierwsze "O" w metodzie OMO. Włosy natłuszczone oczywiście pod czepek i w cieple trzymamy przez minimum godzinę. Kiedyś zdarzało mi się zostawiać na całą noc, ale zauważyłam, że to wcale moim włosom nie jest potrzebne.

     metoda trzecia     
To sposób na susz po hennie. Na włosy zaraz po farbowaniu nakładam około łyżkę oleju, awokado- jak jeszcze miałam, a teraz migdałowego. Na drugi dzień myję włosy delikatnym szamponem.
Planując farbowanie henną staram się wybrać taki termin, kiedy wiem, że nie będę musiała nigdzie wychodzić z domu i pokazywać się ludziom, więc chodzenie z tłustymi włosami nie jest dla mnie problemem.

To są metody, z których ja korzystam i które u mnie dobrze się sprawdzają.

Balsamy i pomadki do ust
To wymaga trochę więcej zabawy, własne mazidła zazwyczaj nie są tak trwałe jak sklepowe, ale efekty są dużo lepsze. Przykładowe receptury znajdziecie TU i TU.
Przepisy na pomadki znajdzie na stronach sklepów z półproduktami np. ZSK

Oparzenia
O tak, jeśli kiedykolwiek oparzycie się robiąc coś w kuchni lub spalicie się na słońcu (wierzę, że się nie smażycie), warto na podrażnione miejsca nałożyć olej. Olej kokosowy, lniany, olej z rokitnika i awokado, doskonale sobie radzą z poparzeniami. Szybko koją i odżywiają podrażnioną skórę. Oleje te są często głównymi składnikami maści na oparzenia.

A w jaki sposób Wy wykorzystujecie oleje?

Pozdrawiam,
post signature

piątek, 24 maja 2013

Przygotowanie do sezonu truskawkowego

O tak, truskawki na polach już kwitną i za niedługo znów będziemy mogły się rozkoszować tymi soczystymi, czerwonymi bombami. Każda z nas zna pewnie milion przepisów kulinarnych z truskawkami w roli głównej. Ale ja nie o kuchni chcę dziś pisać, bo nie o tym jest ten blog, ale chciałabym dać Wam kilka pomysłów jak truskawki wykorzystać w codziennej pielęgnacji.

Na zdjęciu poziomki, bo akurat tylko one rosną w moim
ogródku


Truskawka (Fragaria virginiana) i Poziomka (Fragaria vesca)
No tak, w końcu truskawka pochodzi od poziomki :). Poszczególne gatunki mogą się różnić między sobą zawartością składników odżywczych, ale na to ma wpływ także miejsce i sposób uprawy. Oczywiście, zachęcałabym Was do kupowania truskawek tylko z polskich i ekologicznych upraw (im bliżej nas jest truskawka uprawiana tym więcej wartości odżywczych będzie miała na naszym talerzu).
Nie sztuką jest też uprawiać własne truskawki, należy jedynie pamiętać pieleniu i podlewaniu. Ziemia powinna mieć odczyn lekko kwaśny.

Bomba witaminowa
Truskawki i poziomki warto jeść i do tego chyba nie muszę nikogo przekonywać. Biedactwo, jeśli koś ma na nie alergię, bo należy pamiętać że oprócz korzyści jakie niesie nam jedzenie truskawek, to mogą one silnie uczulać i przez to wyrządzić więcej szkody niż pożytku. Ale jeśli należysz to do grona szczęśliwych osób mogących całymi dniami je pałaszować, wiedz wile mają w sobie wartości odżywczych.

  • Witamina C, której jest więcej na 100g truskawek niż w cytrusach
  • Witamina A
  • Witamina E
  • Witamina D
  • Witamina K
  • Witaminy z grupy B (B1, B2, PP, B6, kwas foliowy)
  • Minerały wapnia, żelaza, magnezu, manganu, fosforu, potasu, sodu miedzi i selenu
  • Kwas pantotenowy, o którym pisałam już przy oleju rokitnikowym i awokado
  • Kwasy OMEGA-3 i OMEGA-6
  • Błonnik pokarmowy
Te wszyskie cuda zawarte w truskawkach, poprawiają przemianę materii i korzystnie wpływają na florę bakteryjną naszego organizmu, chronią wątrobę, nerki i jelita.

Truskawki w pielęgnacji
Ale jak już mamy truskawki warto, zanim zjemy je wszystkie, zostawić sobie kilka i przeznaczenie ich do pielęgnacji ciała, szczególnie twarzy, dekoltu i pleców.
Substancje zawarte w truskawkach pomagają w pielęgnacji cery trądzikowej. Rozjaśniają cerę i łagodzą zmiany trądzikowe. Sok z truskawek działa ściągająco i lekko oczyszczająco, wysoka zawartość witaminy C wzmacnia naczynka krwionośne i uelastycznia skórę. 

Sprawdziłam na sobie :) jeszcze w tamtym roku miałam duży problem z cerą, bez przerwy coś niepokojącego się na niej pojawiało. Na szczęście znalazłam sklep z półproduktami i ekstraktem truskawkowym. Obok maceratu z nagietka to był drugi czynnik, który pomógł mi się uporać z cerą. Najlepsze w tym wszystkim jest to, że po zakończeniu kuracji truskawkowej, moja cera nie powróciła do dawnego stanu. Pozbyłam się pryszczy na dobre i teraz jeśli już mam jakąś niespodziankę to tylko przed okresem, ale tu winę zrzucam na hormony.

Maska z truskawek
Używałam tylko dwóch składników, ekstrakt z soku truskawki lub świeżych poziomek i białej glinki, oczywiście jeszcze wody w przypadku ekstraktu. Poziomki miksowałam lub dokładnie rozgniatałam widelcem (pamiętajcie by wtedy używać sztućców ze stali nierdzewnej lub plastikowych) i dodawałam do tego glinki w proporcji 1:1, tak aby uzyskać papkę dającą się nałożyć na twarz, dekolt lub co tam chcecie. 
Tak samo robiłam w przypadku ekstraktu. Glinkę i proszek mieszałam w proporcji 1:1 i mieszałam z wodą do uzyskania konsystencji papki (wodę można zastąpić sokiem z cytryny). Zapach cudowny. Mamy SPA i aromaterapię w jednym :)
Dość szybko zauważyłam poprawę, naczynka w okół nosa przestały być tak widoczne, nic nowego się nie pojawiło, a koloryt się lekko wyrównał.

Mgiełka truskawkowa
Przepis jest banalny, a jaka przyjemność. Doskonałe rozwiązanie na upalne dni. Ze względu na trwałość, polecałabym używać w tym przypadku ekstraktu.
Składniki to przede wszystkim woda, ekstrakt truskawkowy i konserwant bo nie czarujmy się ale w lodówce nie będziemy go cały czas trzymać tylko przy sobie. Taką mgiełkę można jeszcze wzbogacić o sok z aloesu, filtr UV w postaci tlenku cynku lub oleju z pestek malin. Proporcje dostosujcie pod siebie.
Taką mgiełkę, przelewamy do pojemnika z atomizerem i spryskujemy włosy i skórę w ciągu dnia aby się schłodzić.

Dodatek do kremu i serum
warto pomyśleć o wzbogaceniu swojego kremu ekstraktem z truskawek lub przygotować sobie własny w oparciu o niego właśnie.



Olej z pestek truskawek
Powiem szczerze, że jak pierwszy raz usłyszałam o oleju z pestek z truskawek byłam w szoku. Ale jak to z tych malutkich pestuniek wytłaczają olej... Jak?!
A wyciągają, i chociaż jest drogi, co w sumie nie dziwi, bo heloł... wiele takich pesteczek trzeba aby wyciągnąć z nich choćby mililitr oleju. Sama jeszcze go nie miałam okazji testować, jednak uznałam, że warto o nim chociaż wspomnieć.
Olej taki zawiera kwasy OMEGA-3, 6 i 9, witaminy i przeciw utleniacze. Ponoć najlepszy olej dla skóry dojrzałej, dobrze się wchłania i sprawia, że skóra jest lepiej dotleniona.

Gdzie można zdobyć ekstrakty i oleje z truskawek?
Przede wszystkim w sklepach z półproduktami, o ile olej z pestek nie jest najtańszy o tyle w ekstrakt z soku, warto zainwestować. Tu Macie kilka linków:

Pozdrawiam,
post signature
 źródła: 1,2,3,4

czwartek, 11 kwietnia 2013

Peeling z migdałów

Dziś post z cyklu podpatrzone u innych. Kiedyś u Aliny czytałam o paście z migdałów do oczyszczania twarzy. Zazwyczaj szkoda mi migdałów na takie zabawy. Pech chciał, że wybrałam chyba najgorsze migdały jakie były w sklepie. No smaczne one nie były :/
W każdym razie, jak już miałam trefne migdały, to coś musiałam z nimi zrobić. To czemu by nie pastę oczyszczającą?



Przygotowanie
Do przygotowania potrzebne są tylko migdałydowolny olej. Można pododawać jeszcze inne rzeczy np. olejek eteryczny, płatki kwiatów etc (więcej szczegółów na stronie Aliny). Ja użyłam oleju z pestek winogron (ach... jakby mi się przydał upragniony olej ze słodkich migdałów) i zmielonych goździków, a właściwie wykorzystałam blender po mieleniu goździków. Oczywiście potrzebne jest jeszcze coś czym zmielimy dokładnie nasze migdałki :)

Ja do tego celu użyłam blendera. Akurat tak się złożyło, że jedyne co mam na akademiku i by się do tego celu nadawało- to blender. 

Na początku umyłam migdały (nie zawsze trzeba to robić, moje po prostu tego wymagały), osuszyłam i posiekałam najdrobniej jak mogłam nożem. Dopiero zsiekane migały wrzuciłam do pojemniczka, który zdaje się służy do mielenia lodu. Gdy były już stosunkowo dobrze rozdrobnione zaczęłam powoli dodawać oleju, próbując uzyskać masę plastyczną, czyli mniej więcej uzyskać konsystencję kruchego ciasta. Nie udało się uzyskać tego co chciałam. Przełożyłam więc migdały do innego pojemniczka i dodatkowo domieliłam je inną końcówką (ta zdaje się jest do mielenia zup na krem). Wybaczcie ale nie mam zielonego pojęcia jak się fachowo nazywają te blenderowskie końcówki.

Konsystencja jaką uzyskałam nie jest tak plastyczna jak u Aliny, ale może to i lepiej, taka niedomielona pasta jest świetnym peelingiem, a masa jest na tyle plastyczna, że nie ma problemu z oczyszczaniem nią twarzy metodą, że tak ją nazwę, dociskową.

Ze 100g migdałów uzyskałam ok 95ml pasty.



Jak używać?
Ja pastę zużyję jako delikatny peeling twarzy i dekoltu, ale też jako pasty właśnie do oczyszczania.  W tym celu, ubieram część pasty, formując ją w kulkę i dociskając ją do skóry miejsce w miejsce. Stosując jako peeling, część masy mieszam z wodą, wtedy tworzy się coś na kształt białej emulsji z drobinkami. 'Rozcieńczona' pasta lepiej spełnia swoją zdzierającą funkcję i jest łatwiejsza w użyciu.


Podsumowanie
Dla uzyskania masy bardziej plastycznej przydałby się młynek do kawy, albo coś co by naprawdę drobno zmieliło. Blender to trochę za mało. Chociaż mi akurat taka konsystencja odpowiada, bo jest doskonała do peelingu. Wydaje mi się, że im drobniej zmielimy migdały tym mniej oleju będziemy musiały dodawać. Od biedy można w sklepach szukać już zmielonych migdałów, ale jak to zawsze bywa z mielonkami- są droższe i nie wiadomo, co się tak naprawdę kupuje.

Próbowałyście kiedyś pasty z migdałów?
Pozdrawiam,
post signature

wtorek, 2 kwietnia 2013

O pomadkach FLOS LEK- LipCare

Na pewno słyszałyście o tej polskiej firmie. Jest tania, coraz łatwiej dostać produkty tej marki, a jakością nie ustępuje firmom zagranicznym. Pierwszy raz usłyszałam o FLOSLEKu, kiedy szukałam czegoś, co pomogłoby mi z cieniami pod oczami. Trafiłam wtedy na żel pod oczy z babką lancetową i świetlikiem, dla mnie rewelacja.
Jak to zazwyczaj bywa nie wszystkie produkty są trafione, ale akurat pomadki ochronne według mnie zasługują na uwagę.



Do wyboru jest wiele pomadek różniących się właściwie tylko dodatkami. Ja miałam dwie z nich, z masłem karite i witaminami A i E.


Opis producenta (strona FlosLeku):
Zielona z witaminami A i E:
„Redukuje skłonność do wysuszenia oraz pękania ust – szczególnie w kącikach. Witamina A i E oraz wysokiej jakości składniki tłuszczowe sprawiają, że wargi są właściwie nawilżone i chronione przed nadmiernym wysuszeniem. Pozostawia na ustach film ochronny, który niweluje wpływ działanie zmiennych warunków atmosferycznych.
Skóra ust jest gładka, natłuszczona. Usta wyglądają świeżo, naturalnie o ładnym kolorycie.”
Skład: Stearyl Heptanoate, Paraffinum Liquidum, Ozokerite,Copernicia Cerifera Cera , Petrolatum, Cetyl Alcohol, Cholesterol, Glyceryl Stearate, Synthetic Beeswax, Cera Alba, Aroma, Tocopheryl Acetate, Ethylparaben, Retinyl Palmitate, Benzyl Alcohol, Hydroxycitronellal, Linalool, Hexyl Cinnamal, Benzyl Salicylate, Limonene, Citronellol. (pozwolę sobie nie analizować składu)

Żółta z masłem karite:
Pozostawia na ustach film ochronny. Zawarte w pomadce: Masło karitè - otrzymane z pestek owocu drzewa KARITÈ odżywia, natłuszcza, nawilża, regeneruje skórę, łagodzi podrażnienia i stany zapalne. Jest naturalnym filtrem słonecznym. Witamina E skutecznie zabezpieczają przed szkodliwym działaniem promieni słonecznych. Witamina A oraz wysokiej jakości składniki tłuszczowe wzmacniają barierę lipidową naskórka, chronią go przed wysychaniem i pękaniem.
Usta wyglądają świeżo i naturalnie, o ładnym kolorycie. Wargi są nawilżone, gładkie nałuszczone.”
Skład: Stearyl Heptanoate, Paraffinum Liquidum, Ozokerite, Copernicia Cerifera Cera, Petrolatum, Cetyl Alcohol, Cholesterol, Glyceryl Stearate, Butyrospermum Parkii Butter, Synthetic Beeswax, Cera Alba, Aroma, Tocopheryl Acetate, Ethylparaben, Retinyl Palmitate, Benzyl Alcohol, Hydroxycitronellal, Linalool, Hexyl Cinnamal, Benzyl Salicylate, Limonene, Citronellol.

Jak można zauważyć pomadki nie różnią się prawie w ogóle składem, z wyjątkiem zawartości masła karite w żółtej.

Zalety:
Na początek to, co mnie najbardziej urzekło w pomadkach, czyli zapach. O piękny, cudowny zapach. Słodki, przyjemny, wakacyjny, człowiekowi aż cieplej się robi na sercu. Już nawet gdybym nie znalazła innych plusów, to dla samego zapachu chętnie wrócę do tych pomadek. Obie pomadki, jakie miałam, pachną identycznie, więc mogę zakładać, że pozostałe również (z wyjątkiem pomadki z masłem kakaowym, która na pewno jest bezzapachowa).
Do plusów mogę też zaliczyć dostępność (Rossmann i większość aptek) i cenę, ok 5-6 złotych za opakowanie. Jak to zwykle bywa z pomadkami ochronnymi, pomadki znajdują się dodatkowo w kartoniku z okienkiem i w przeciwieństwie do pomadek z Isany, trochę trudniej wyjąć je z opakowania, tak by nie naruszyć kartoniku (co jest jak najbardziej na +).

Działanie:
Obie pomadki, że tak napiszę, lekko się nosi. Pomimo dużej zawartości wosków, parafin i wazeliny, na ustach pozostaje cienka warstewka pomadki, dająca uczucie nawilżenia. Według mnie są to idealne pomadki na lato. Zapobiegają przesuszeniu ust, zmiękczają i odżywiają naskórek. Na ustach są niewidoczne i dobrze współgrają z szminkami Rimmela (tylko takie posiadam J). Nie spływają z ust, jednak do najtrwalszych nie należą. Na zimę są trochę za lekkie i nie zapewniają już tak dobrej ochrony jak w ciepłe dni. Przy pierwszym użyciu miałam wrażenie, że pomadki są trochę ‘tępe’, jednak z czasem się rozsmarowały i już przyjemnie nakładały się na usta.

Opakowanie:
I tu duży minus. Obie bardzo szybko popękały, napisy się pościerały. Jeden upadek i zielona… zresztą widzicie na zdjęciu:


Naprawdę delikatnie trzeba się z nimi obchodzić.

Podsumowanie:
Pomadki idealne na lato, niekoniecznie do torebki, zapach, który zniewala. Cena nie odstrasza. Oprócz tych pomadek, które miałam, można znaleźć:
-z witaminą E 1%
- z filtrem UV (nie wiadomo jakim)
-z masłem kakaowym (bezzapachowa)

Chociaż to jest bardziej marketing niż faktyczne różnice w składzie i działaniu.

Do plusów można zaliczyć:
- zapach
- nawilża i natłuszcza
- zmiękcza i regeneruje naskórek
- można na nie nałożyć kolorową szminkę lub błyszczyk
- chroni przed czynnikami zewnętrznymi
- jest tania i łatwo dostępna

Do minusów:
- opakowanie, nieprzechodzące najłagodniejszych crash testów
- wydajność
- trwałość



Pozdrawiam.
post signature