środa, 6 marca 2013

Uruchamiam projekt denko

Przez ostatnie dwa miesiące udało mi się zużyć kilka produktów. Tym postem chciałam podsumować trochę moją mniej lub bardziej udaną przygodę z tymi kosmetykami. Postanowiłam zacząć raz na jakiś czas pisać tego typu posty, bardziej ze względu na siebie i słabą pamięć do kosmetyków, żeby ponownie nie kupić jakiegoś bubla lub nie zapomnieć o produkcie, który się sprawdził. Tak więc, czas najwyższy uruchomić Projekt Denko.
Większość z tych kosmetyków jest Wam pewnie dobrze znana. Żeby nie przedłużać, przejdźmy do tego co w tym poście najważniejsze.
Na pierwszy ognień, kosmetyki, które udało mi się wykończyć miesiąc temu. Denka stycznia:

1. Krem do rąk z arniką YVES ROCHER


Krem, który uwielbiam. Jest to jeden z lepszych kremów do rąk jaki miałam, jeśli nie najlepszy. Ma przyjemny zapach, idealną jak dla mnie konsystencję, dobrze się wchłania i nie pozostawia na rękach tłustej warstwy, ręce są dobrze nawilżone, a suche skórki ukojone. To nie jest moje pierwsze opakowanie i na pewno nie ostatnie. 
Dostępność: tylko w drogeriach YR
Cena: 14zł/75ml
Czy kupię ponownie: TAK 

2. Płyn do higieny intymnej z aloesem INTIMELLE
Jeśli chodzi o skład, jest całkiem przyjemny. Nie zawiera SLS, jest za to aloes i kwas mlekowy. Jednak plusów zbyt wielu w nim nie znajduję. Zapach- nieprzyjemny i sztuczny, myje-słabo, konsystencja- wodnista, opakowanie-wygodna pompka, ale nie jest szczelne, przez co połowa płynu wylądowała w mojej torebce, zanim w ogóle go użyłam. 
Muszę przyznać, że jest wydajny, pomimo, że znaczna część została bezpowrotnie utracona starczył mi na 3 miesiące. Oprócz właściwego zastosowania służył mi do mycia włosów i twarzy.
Jako szampon radził sobie lepiej niż Facelle, ale szału nie było. Włosy szybko traciły świeżość, słabo się pienił, trochę trzeba było do zużyć, żeby domyć włosy. Jako żel do twarzy spisywał się nad wyraz dobrze i choć nie łagodził jakiś drobnych stanów zapalnych to makijaż mu niestraszny, skóry nie przesuszał. Jeśli chodzi o właściwe zastosowanie- miałam lepsze płyny.
Dostępność: tylko w drogeriach Natura
Cena: ok. 7zł/400ml
Czy kupię ponownie: NIE , a przynajmniej nie INTIMELLE z aloesem, teraz mam jego siostrę z korą dębu i już widzę, że lepiej się sprawdza


3. Balsam do włosów z melisą Idealna Równowaga MRS. POTTER'S
Ten balsam przyniósł ulgę moim włosom po niewypale jakim się okazała odżywka z ISANY z proteinami pszenicy. Przyjemnie nawilża włosy i nadaje im cudowny zapach słodkiej melisy. Włosy łatwo się rozczesują i są błyszczące. 
W składzie znajduje się jeden silikon dimethicone copolyol i cała masa środków myjących. Próbowałam użyć go jako odżywkę do mycia włosów, ale włosy były potem ciężkie i nie wyglądały świeżo, zrezygnowałam więc z tego zastosowania.
Po plusów tej odżywki można zaliczyć opakowanie, przez które widać ile balsamu zostało i można je postawić na wieczku :), zapach, cenę, dostępność. Z wydajnością nie najgorzej, podobnie  jak Intimelle kupiłam w listopadzie i wykończyłam w styczniu. Jeśli chodzi o kosystencję, nie ma problemów z aplikacją odżywki na włosy, jednak wolałabym żeby była bardziej gęsta.

Dostępność: w większości marketów i drogeriach
Cena: ok. 10zł/500ml
Czy kupię ponownie: TAK  i chętnie wypróbuje inne wersje tych balsamów. Na oku mam jeszcze z aloesem i kwiatem lotosu :)

4.Sampon z pokrzywą i arniką EVA NATURA
Szampon o bardzo prostym składzie, z SLS wyciągiem z pokrzywy i arniki. Nie ma nic, poza tym co potrzeba. Dobrze zmywa zanieczyszczenia z włosów i nic więcej nie robi, ale to jest szampon więc swoją podstawową rolę spełnia w stopniu zadowalającym. Na dłuższą metę trochę przesusza włosy. Do zapachu musiałam się przyzwyczaić, typowo ziołowy, mnie nie urzekł, na szczęście nie pozostaje na włosach.
Dostępność: w drogeriach Rossmann i Natura oraz w niektórych marketach.
Cena: ok. 4zł/300ml
Czy kupię ponownie: NIE WIEM 

A teraz produkty wykończone w Lutym:
5. Krem do rąk z masłem Shea i olejem kokosowym BE BEAUTY 
Krem, o którym wszyscy słyszeli i chyba każda próbowała. Hit pielęgnacji włosów. To było moje pierwsze opakowanie i niestety ostatnie :-(, wyciągnięte gdzieś zza półki, jako ostatnie w całym sklepie. Skład, cena, dostępność, to były największe atuty tego kremu do rąk, sprawdzającego się nie tylko na rękach. Moje włosy go pokochały i był to jeden z nielicznych produktów, którymi mogłam rozcieńczać keratynową odżywkę ARTISTE, bez zważenia się mieszanki.
Dostępność: brak
Cena: ok. 3-4zł/125ml
Czy kupię ponownie: NIE 


6. Eteryczny olejek lawendowy PROFARM
Moje n-te opakowanie i nie ostatnie. Używam zawsze i na wszystko :). Czy kupię ponownie? hell yeah :-D Akurat ten nie jest najtańszy, za to opakowanie dałam 10zł za 10ml. Skład... oprócz olejku lawendowego na opakowaniu są wyszczególnione inne substancje: geraniol, kumaryna i jeszcze kilka innych. W każdym razie są to głównie substancje naturalnie występujące w olejkach. Zapach jest trwalszy niż olejków innych producentów. Na materiale utrzymywał się nawet do kilku dni, co się nie zdarzało w przypadku innych olejków. 
Opakowanie jest całkiem wygodne, kroplomierzem możemy odmierzyć pojedyncze krople, bez obawy wylania połowy opakowania na raz.
Dostępność: w aptekach i sklepach zielarskich
Cena: ok. 10zł/10ml, ale olejek lawendowy można kupić nawet za 6zł/10ml
Czy kupię ponownie: TAK 


7. Antybakteryjne serum do stosowania miejscowego Siarkowa Moc BARWA
Według producenta:
"Specjalnie dobrany zestaw składników aktywnych hamuje rozwój drobnoustrojów odpowiedzialnych za powstawanie zmian trądzikowych, skutecznie wysusza wypryski, przyspiesza gojenie i zmniejsza stany zapalne. Serum jest bardzo dobrze tolerowane przez skórę, posiada właściwości wygładzające i jest wydajne w stosowaniu. Dodatkowo działa antybakteryjnie, zmniejsza widoczność porów i łagodzi podrażnienia.

Siarka - działa antybakteryjnie i przeciwgrzybiczo, reguluje pracę gruczołów łojowych, zmniejsza wydzielanie sebum.

Kwas salicylowy - działa przeciwzapalnie, złuszczająco, zapobiega powstawaniu wyprysków i zaskórników.

Multifruit Extrakt - redukuje blizny potrądzikowe, oczyszcza  i zwęża pory.
100% naturalny bioselektywny oligosacharyd - ogranicza rozwój niepożądanych mikroorganizmów, jednocześnie stymulując przywrócenie naturalnej flory bakteryjnej.

Alkohol - działa antyseptycznie, dezynfekuje i wysusza"
Według mnie- żadna obietnica nie została spełniona. Pryszczy nie wysuszył, nie przyspieszył gojenia i nie zmniejszył stanów zapalnych. A nie przepraszam, jedną obietnicę spełnił, serum jest wydajne. Jeśli by to działało, to jest wygodne w użytkowaniu. Konsystencja żelu, pozostawiająca po wyschnięciu bezbarwny film.
Dostępność: w Rossmannie i doz.pl
Cena: ok. ok. 10zł/15ml
Czy kupię ponownie: NIE 

8. Maska do włosów z chmielem Gloria MALWA
I ostatnie denko na dzisiaj. Maska Gloria o bardzo prostym i przyjemnym składzie, bez silikonów, za to jest ekstrakt z chmielu i pantenol. Działanie solo- całkiem, całkiem, nie obciąża włosów i sprawia, że wyglądają zdrowo. Zapach typowo kosmetyczny. Dzięki prostocie składu idealnie nadaje się do wzbogacania :-). Bardzo często dodawałam do niej kasję, oleje, witaminy. Za taką cenę, aż się prosi aby spróbować na swoich włosach.
Dostępność: hipermarkety Auchan
Cena: ok. 5zł/240ml
Czy kupię ponownie: TAK 

Wybaczcie, że każde zdjęcie jest z innej parafii, ale nie jestem zwolennikiem chomikowania pustych opakowań, zdjęcia robiłam więc na bieżąco, jak tylko wykończyłam kosmetyk.

Pozdrawiam Was serdecznie,
Marigold

niedziela, 3 marca 2013

Aktualizacja włosów

Pod koniec stycznia nie robiłam podsumowania pielęgnacji włosów. W sumie, przez ostanie dwa miesiące zbyt wiele nie działałam w kierunku dbania o siebie. Karnawał był, można pofolgować ;-).
A tak na poważnie, to albo mi się nie chciało albo nie miałam czasu. Najpierw sesja, później przeprowadzka do akademika, tu jeszcze trzeba latać za jakimiś papierkami na uczelnie, staż załatwiać, etc, etc.
O tym jak miała wyglądać moja pielęgnacja przeczytacie TU
Pokończyłam parę produktów, o czym już wkrótce będę pisać. Nabyłam też trochę nowych rzeczy.



Moja obecna pielęgnacja
Zewnętrznie:
  • Włosy myłam właściwie tym co wpadło mi w ręce. W praktyce skończyło się na tym, że co mycie to inny szampon. 
  • Przed myciem, nie zawsze, ale starałam się nakładać olej z awokado, maskę Gloria lub kokosowy krem z biedronki.
  • Po myciu nakładałam co mi wpadło w ręce, na początku był to balsam Mrs. Potter's, później odżywka Fructis FRUITY PASSION (KWC). Odżywka bez spłukiwania- Balsam do włosów Z Apteczki Babuni od Joanny z miodem i proteinami mlecznymi.
  • Płukanki głównie z owoców dzikiej róży i octu jabłkowego, cebuli lub lnu.
  • Końcówki zabezpieczałam jedwabiem z Marion lub olejem z awokado
Wewnętrznie:
  • Tran
  • Na początku stycznia piłam len i pokrzywę, ale później zapomniałam o tym i jedyną suplementacją był tran.
Farbowanie:
  • Farba z Joanny w kolorze Płomienna Iskra. Przed farbowaniem nałożyłam na włosy olej kokosowy na jakieś 3 godziny, dopiero później nałożyłam farbę. Tak, ja wiem, że takie farby niszczą włosy, jednak są wygodniejsze w użyciu.
  • Włosy farbowałam w połowie lutego
Kolor jaki uzyskałam jest zadowalający, jednak po hennie był dużo ciekawszy... i włosy były zdrowsze. Teraz jak już znalazłam w Krakowie sklep z henną, na pewno do niej wrócę :-)

Teraz czas na aktualne zdjęcie moich włosów:
Pozwoliłam sobie przyciemnić tło ;)

Plan na najbliższy miesiąc
Zewnętrznie:
  • Pierwsze O: Mieszanka oleju kokosowego, oleju z rokitnika i masła shea, zamiennie z maską WAX Richards & Appleby z aloesem.
  • M: Intimelle z korą dębu lub szampon z nagietkiem (pisałam o nich TU)- WAX ma SLS w składzie więc silikon mi nie straszny :-)
  • Drugie O: odżywka Fructis FRUITY PASSION + Balsam do włosów Z Apteczki Babuni od Joanny z miodem i proteinami mlecznymi
  • Płukanek nie planuję, a jeśli na jakąś się skuszę to będzie to zapewne płukanka octowa.
  • Wcierek też robić nie będę.
  • Zabezpieczenie końcówek: Jedwab z Marion lub olej z awokado
Wewnętrznie:
  • Tran, dwa razy dziennie po dwie tabletki
  • Pokrzywa,
  • Drożdże, do których powracam, po nich włosy rosną w ekstremalnym tempie
  • Siemię lniane, zalane wrzątkiem, do picia wieczorem
Inne zabiegi:
  • Mam zamiar podciąć końcówki w tym miesiącu. Ostatni raz moje włosy widziały nożyczki przed założeniem bloga, w październiku. Najwyższa pora to zmienić.
  • Pod koniec miesiąca lub na początku kwietnia pewnie będę się farbować, oby henną.
Mam nadzieję, że w tym miesiącu trochę lepiej będzie u mnie z systematycznością i że nie zapomnę o fryzjerze.

Pozdrawiam, 
Marigold

sobota, 2 marca 2013

Powracam + ostatnie zakupy


Witam, witam!
W końcu po tak długiej przerwie, mogę powrócić do pisania i na blogu, i pracy dyplomowej.  Miałam problemy z komputerem i przez chwilę myślałam, że bezpowrotnie utraciłam wszystkie dane. Na szczęście, dane udało się odzyskać … komputera już nie :-( I w ten oto sposób zostałam odcięta od blogosfery i musiałam zrobić sobie trzytygodniowe ferie od Internetu.
Ale nie próżnowałam, przynajmniej zakupowo. Dzięki czemu mój portfel uszczuplał, a ja stałam się bogatsza o nowe półprodukty. Dzisiaj pochwalę się trochę moimi nowymi nabytkami.

Przejdźmy do konkretów, na początek zamówienie z ZSK:
  1. Olejek eteryczny May Chang. Długo się zastanawiałam czy wziąć ten olejek czy cynamonowy. Wybrałam w końcu ten głównie ze względu na dostępność i fakt, że zima się kończy, a liczę na to, że nie będę potrzebowała już żadnego rozgrzewania. Zapach tego olejku jest całkiem przyjemny, pachnie identycznie jak limonkowa Yerba Mate dostępna w PoloMarkecie. Na stronie sklepu wyczytałam, że działa antyseptycznie i ściągająco... zobaczymy.
  2. Potrójny kwas hialuronowy, kupiony dla mojej mamy. Używa go od mniej więcej tygodnia i jej cera nabrała bardzo przyjemnego, zdrowego kolorytu (czego się nie spodziewałam, liczyłam jedynie na ujędrnienie skóry).
  3. Ekstrakt z soku z truskawki. Miałam go już w lato i byłam bardzo zadowolona z działania. Plusem jest cena (zdaje się, że jest to najtańszy ekstrakt owocowy) i zapach- dodany do kremu nadaje mu przyjemny i naturalny zapach truskawek.
  4. Alkohol cetylowy- zagęstnik do kremów i mleczek. Ma postać białych płatków i całkiem dobrze rozpuszcza się w tłuszczach, przynajmniej na gorąco
  5. GSC- emulgator w postaci kremowych kuleczek. Na stronie sklepu jest napisane, żeby na gorąco dodawać do fazy olejowej, ale słabo się w niej rozpuszcza. Emulsja jest stabilna już przy małych dodatkach, ale mój poprzedni emulgator, SLP, jest dużo wygodniejszy w użyciu.
  6. All in one- bardzo lubię te witaminy. To jest moje drugie opakowanie. 
  7. Wosk pszczeli, kupiony z myślą o mazidłach do ust.
Do tego znalazłam jeden całkiem fajny krakowski sklep internetowy- Ars et natura. To co mnie do niego przekonało to przyjemne ceny oraz to, że można zamówienie odebrać osobiście i zapłacić dopiero przy odbiorze. Zamówienie zostało zrealizowane na drugi dzień. Jeszcze nie raz wrócę do tego sklepu, bo jest tam henna Khadi i przeogromny wybór olejków eterycznych :-)
  1. olej kokosowy, za którym moje włosy już tęskiły
  2. masło shea
  3. Wax z aloesem
  4. biała glinka 
Po takich wydatkach, daję sobie Bana na dalsze zakupy kosmetyczne. Mam wszystkie potrzebne mi rzeczy, a chęć roztrwonienia pieniędzy muszę powstrzymać.

Pozdrawiam,
Marigold